Pomorskie Centrum Hurtowe Renk w Barniewicach straciło w mijającym roku ponad 4 mln zł. Zdaniem prezesa Jacka Austena, wyniki finansowe są naturalnym skutkiem prowadzonych inwestycji.
Wszystkie zobowiązania długoterminowe Renku, które trzeba spłacić, wynoszą łącznie ponad 64 mln zł. Prezes Austen zachowuje spokój.
- Mamy obecnie całkowitą płynność finansową, wszystkie zobowiązania płacimy na czas – twierdzi prezes Austen. – Nasz bilans obejmuje poza tym okres od lipca 1999 r. do czerwca 2000 r., kiedy właśnie inwestowaliśmy. A wtedy każda firma traci, to zupełnie normalne. Nigdy też nie ukrywaliśmy, że zaciągnęliśmy kredyt w wysokości 28 mln marek niemieckich z Banku Światowego. Nie jest on zagrożeniem, bo wynegocjowaliśmy bardzo korzystne oprocentowanie, poniżej 5 procent w skali roku i z pięcioletnią karencją.
Gdyńscy kupcy obawiają się, że Renk będzie próbował przyciągnąć ich, np. doprowadzając do likwidacji dotychczasowych targowisk.
- Renk jest źle zarządzany i dlatego przynosi straty – mówi Jacek Spyt, radca prawny Stowarzyszenia Kupców i Producentów Targowiska Miejskiego nr 11 Pospieszny na Dąbrówce. – Wiele nietrafnych posunięć dyrekcji tej firmy doprowadziło do zupełnej utraty zaufania kupców. Renk nie jest w stanie spłacać swoich długów, ma jednak zabezpieczenia Skarbu Państwa. Dlatego zapewne będzie tak: centrum zbankrutuje i zostanie sprzedane, a różnicę pomiędzy wartością Renku a zadłużeniem pokryją podatnicy.
Austen nie zaprzecza, że targowisko świeci pustkami. Sprawnie funkcjonuje tylko hala kwiatowa, która zarabia na siebie.
- Rozwiązanie tego problemu to nie moja sprawa – mówi Austen. – Zająć się nim i tym samym unormować handel hurtowy na Pomorzu powinni główny udziałowiec interesu, czyli przedstawiciele Skarbu Państwa. Ta sprawa to kwestia odpowiedzi na pytanie, czy handlować będzie się w obskurnych budach, czy też w warunkach zgodnymi ze standardami UE. Do tego, gdybym teraz sprzedał Renk, jeszcze bym na tym zarobił. Wartość obiektu przekracza nasze zadłużenie.
- To bzdura – ripostuje Spyt. – Pan Austen mówi o wartości ewidencyjnej, a nie faktycznej, po cenach rynkowych. Jeśli np. wycenię swój samochód na 80 tys. zł to nie znaczy, że jest on tyle wart, skoro najbardziej ,łaskawy” z potencjalnych kupców chce mi za niego zapłacić tylko 50 tys. zł. W przypadku Renku zaś pozostaje jeszcze pytanie, kto kupi targowisko, które obecnie świeci pustkami i właściwie nikt nie wie, jak przyciągnąć na nie kupców i klientów.
Autor artykułu: Szymon Szadurski