Archive for June, 2000

Regaty Cutty Sark 2000Oczekiwanie na żaglowce

Friday, June 30th, 2000

Już od poniedziałku w porcie gdańskim będą oczekiwane pierwsze jachty i żaglowce, które od środy mają uczestniczyć w zlocie i regatach Cutty Sark Tall Ships’ Races 2000. Na zamkniętej liście jednostek zgłoszonych do udziału w imprezie znajduje się w sumie 79 statków żaglowych i jachtów różnych bander.

Adam Landowski, wiceprezydent Gdańska, zaznaczył, że władze miasta od wielu lat starały się o przybycie flotylli regatowej do portu gdańskiego. Kontrakt z International Sail Training Association udało się podpisać w 1997 roku. Wtedy to odbywał się pierwszy zlot żaglowców Sail Gdańsk 97, z okazji milenium miasta. Teraz podobna, ale większa i bardziej znacząca impreza żeglarska, uatrakcyjni okres przełomu stuleci. (more…)

Starogard Gd. Bez pracy

Friday, June 30th, 2000

170 osób zwolniła Fabryka Obuwia Neptun w Starogardzie Gd. Zwolnienia są natychmiastowe, bez okresu wypowiedzenia i wynikają z trudnej sytuacji zakładu.

Neptun, spółka znajdująca się w upadłości, od kilku miesięcy walczył o utrzymanie stanu zatrudnienia liczącego około 280 osób. Miał w tym pomóc Krajowy Urząd Pracy w Warszawie. – Liczyliśmy, że otrzymamy 2 mln zł z Krajowego Urzędu Pracy w Warszawie na rozruch nowej spółki, która działać ma na bazie Neptuna. Niestety, przynajmniej na razie, urząd nam nie pomógł – mówi Józef Dębiński, syndyk masy upadłościowej Neptuna.

Pozostało około 130 osób, którzy znajdą zatrudnienie w nowej spółce. Będzie ona działać na dzierżawionym od Neptuna terenie, od sierpnia tego roku. Nowa firma o nazwie Starogardzkie Zakłady Obuwnicze Neptun ma rozpocząć działalność od sierpnia tego roku. Spółka dzierżawić będzie powierzchnię około 4 tys. m kw. należącą do Neptuna, w tym także maszyny i urządzenia służące do produkcji.

Pracownicy, którzy utracili pracę powinni otrzymać, zdaniem Józefa Dębińskiego, w ciągu najbliższych dwóch tygodni odprawy i odszkodowania.
Spółka ma długi wysokości około 20 mln zł. Syndyk wciąż ustala listę wierzytelności, a bez niej nie może spłacić długów.

Firma jeszcze pod koniec zeszłego roku zatrudniała ponad 700 pracowników. Na przełomie roku straciło tam pracę prawie 440 osób.

Autor artykułu: (MJ)

Chaos w przestępczym świecie Trójmiasta

Thursday, June 29th, 2000

Królowie ulicy

Światem przestępczym dyryguje ten, kto ma najwięcej pieniędzy i największy autorytet. Obie te rzeczy przyciągają do gangsterskich liderów ,żołnierzy”, gotowych bić, palić i zabijać na jedno skinienie swojego przywódcy.

W tej chwili najwięcej pieniędzy w trójmiejskim półświatku mają gangsterzy z Gdyni. Największy autorytet ma ich ,król” – Sławomir M. Ktoś jednak tego autorytetu nie uszanował – ,król” trzy tygodnie temu został porwany i do dzisiaj nie dał znaku życia.
W trójmiejskim światku przestępczym wrze. Porwanie Sławomira M. to dla ludzi z tego kręgu wydarzenie rangi zabójstwa ,Nikosia”, który za życia uważany był za niekwestionowanego lidera gangsterskiego podziemia.

On mógł wszystko

- Sławomir M. jest, czy chyba raczej był, człowiekiem, który mógł prawie wszystko. Poprosiłeś go, aby znalazł skradziony samochód – za pół godziny dostawałeś adres, pod którym stoi wóz. Potrzeba było kogoś ,uspokoić” – jeden telefon Sławka i w wyznaczone miejsce jechała brygada, która siłą zaprowadzała ład i porządek – opowiada mężczyzna określający się jako ,daleki znajomy” Sławomira M. – Moim zdaniem, szanse na to, że ,król”jeszcze żyje, są żadne.

Podobne zdanie na temat szans Sławomira M. mają szukający go policjanci, zajmujący się zorganizowaną przestępczością.

- Podczas porwania Sławomir M. został ranny, być może dosyć poważnie. Od zdarzenia minęło już tyle czasu, że właściwie wykluczyliśmy możliwość porwania dla okupu. Pojawiły się jakieś informacje, że ktoś skontaktował się z jego znajomymi i zażądał pieniędzy, ale nie można zweryfikować tych wieści. Wersja o zabójstwie na zlecenie jest coraz bardziej prawdopodobna. Oczywiście, ciągle szukamy – nie ma ciała, nie ma zabójstwa. Kto mógł go porwać – nie wiem, ale na pewno nikt z Trójmiasta – mówi jeden z oficerów.

Od lokali do gangu

Z opowieści policjantów wynika, że Sławomir M. rozpoczął swoją drogę na szczyt gangsterskiej drabiny na początku lat 80-tych. Najpierw ,kręcił” się w gdyńskich lokalach, takich jak ,Maxim” czy też w sopockim ,Miramarze”. Parał się bardzo popularnymi wtedy oszustwami gastronomicznymi, zdobywał nowe kontakty i przyjaciół. Jednym z poznanych był Henryk K., z którym Sławomir M. związał się na dobre i na złe. Razem otworzyli restaurację w Gdyni-Cisowej.

- Zaczęli tam przychodzić złodzieje samochodów, pojawiły się pierwsze narkotyki, panienki – opowiada jeden z bardziej doświadczonych gdańskich policjantów. – Sławomir M. i Henryk K. to bardzo inteligentni ludzie, mimo, że ich wykształcenie można określić jako ,uliczne”. Szybko podporządkowali sobie chłopaków z Chylonii, którym wystarczyło słowo, aby kogoś zrównać z ziemią.

Narkotyki i samochody

Nadeszły lata 90. Drobne narkotyki stały się dużymi narkotykami, przybywało samochodów, więc coraz więcej się ich kradło, w modę weszło wymuszanie haraczy. Ktoś musiał to wszystko kontrolować. W Gdyni nie było innych kandydatów poza Sławomirem M. i Henrykiem K. Oboje bardzo na siebie uważali, nie wchodzili w drogę stróżom prawa.

- Sławomir M. chyba nie był nigdy notowany, przynajmniej za poważne sprawy. ,Heniowi” raz zdarzyła się wpadka – z niezrozumiałych względów w towarzystwie jednego ze swoich przybocznych najechał w zeszłym roku knajpę ,obstawianą” przez jednego z braci P., którzy stoją dużo niżej w hierarchii niż ,Henio” czy ,król”. Poszła w ruch broń, przyjechała policja. Wszystko wziął na siebie towarzysz Henryka K., tego ostatniego zwolniono ze względu na zły stan zdrowia – mówi policjant.

Henryk K. cierpi na bardzo poważną chorobę, przez ostatnie miesiące był nieco poza głównym nurtem wydarzeń.

- Odcina kupony – kwituje jeden z naszych rozmówców.

Nie ma liderów

Tak więc Gdynia straciła liderów. W zasadzie charyzmatycznych liderów nie ma teraz w Trójmieście w ogóle.

- Nie ma co się oszukiwać, Trójmiastem rządzą grupy z Gdyni. Po śmierci ,Nikosia”, ,Schwarzennegera”, aresztowaniu ,Zachara” w Gdańsku wegetują małe, luźno współpracujące ze sobą grupki. We frontalnym starciu z Gdynią Gdańsk nie miałby żadnych szans – mówi policjant.

Namiastkę takiego starcia mieliśmy kilka tygodni temu pod klubem ,Relax” na gdańskich Stogach. Kilkudziesięciu ,żołnierzy” z Gdyni przyjechało tam, aby nastraszyć ludzi z grupy ,Władków”, która miała swoich ludzi na bramkach kilku gdańskich lokali. Pozycje te chcieli przejąć chłopcy ,Koli” gdańskiego gangstera związanego kiedyś z Janem P., ,Tygrysem”.

- W ,lokalny konflikt” włączyły się ,siły szybkiego reagowania” z Gdyni. Jak w Kosowie – śmieje się jeden z naszych rozmówców. – Życie gangów jest trochę podobne do armii – są generałowie, porucznicy, szeregowcy. Jest to wojsko mało zdyscyplinowane, każdy ciągnie w swoją stronę, ale dobry generał potrafi to wszystko utrzymać w ryzach. Takim generałem był Sławomir M., którego kwaterą główną była Gdynia. Ci, co zostali, to najwyżej porucznicy, a nawet kaprale. Może być w najbliższym czasie dużo bałaganu w ,armii”…

Autor artykułu: AT

Nowa fregata w gdyńskim porcie

Monday, June 19th, 2000

Po pięciu miesiącach spędzonych poza Polską, wyczerpującym 10 dniowym rejsie przez Atlantyk, dziewięćdziesięciopięcio osobowa załoga, w sobotnie popołudnie na nabrzeżu portu wojskowego w Gdyni Oksywiu usłyszała upragnione słowa meldunku:
- Panie admirale! Dowódca okrętu komandor porucznik Ambroziak melduje fregatę 272 w Gdyni po wykonaniu zadania. Bez uwag.

W ten sposób Marynarka Wojenna Rzeczypospolitej Polskiej wzbogaciła się o kolejny okręt, który wejdzie do służby w gdyńskiej 3. Flotylli. Na razie okręt nazywany będzie swoim numerem burtowym -,272″. Uroczystość chrztu okrętu odbędzie się 25 czerwca.

Radość i łzy

Z równym utęsknieniem co admirał Ryszard Łukasik na fregatę, na swoich mężów, ojców i synów czekały całe rodziny. Zanim jednak doszło do wzruszających scen powitań, to właśnie dowódca Marynarki Wojennej jako pierwszy wkroczył na pokład fregaty.
- Witam w domu, witam w imieniu swoim i Marynarki Wojennej – mówił admirał ściskając dłoń każdemu z marynarzy zebranych na ostatniej zbiórce na pokładowym lądowisku dla śmigłowców. – Dziękuję wam za godną postawę, opanowanie nowych urządzeń i przyprowadzenie fregaty do macierzystego portu.

Załoga szkoliła się w USA już od grudnia zeszłego roku. Mimo że, jak powiedział admirał Łukasik, nie wszyscy z bohaterow oceanicznego rejsu będą w przyszłości służyli na ORP Pułaski, to polska Marynarka Wojenna wkroczyła wraz z ich wiedzą w nowy etap technologicznego rozwoju. Na razie jednak dla marynarzy najbardziej liczył się kres rozłąki z bliskimi. Bosman Dariusz Świątkowski cieszył się, że na pokład weszła żona Beata i synek Piotruś. Jednak niejeden marynarz do czasu zakończenia oficjalnych wizyt na okręcie musiał zadowolić się widokiem rodziny na nabrzeżu.

Po Pułaskim Kościuszko, a może Paderewski

Fregata to dar rządu USA dla Polski, nie pierwszy jednak w historii. W 1941 roku polską banderę podniósł ORP Jastrząb- eks amerykański okręt podwodny ,S-25″. Do 1995 roku Amerykanie eksploatowali atomowy okręt podwodny, noszący imię Casimir Pulaski. Postać ta szczególnie upamiętnia historyczne związki Polski i USA.

Jak się oczekuje, kolejna jednostka, którą otrzymamy od USA, będzie nosiła imię Tadeusza Kościuszki. Trzecia nosiłaby nazwę Paderewski.

Autor artykułu: Arkadiusz Bilecki

Gdańsk. 160 kg na macie

Monday, June 19th, 2000

Przepaska biodrowa i… to wszystko. Zawodnik sumo ma dwa zadania: jeść i zwyciężać. Gdańszczanie dopingowali wczoraj na Długim Targu masywnych sportowców z Polski i Japonii w czasie zawodów o puchar przewodniczącego NSZZ Solidarność.

- Nie ma to jak kochane ciało – wydają się mówić sylwetki zawodników zmagających się na środku ul. Długiej. Tłumy kibiców chcą podejść jak najbliżej swoich idoli. – Co za nogi, a jakie potężne ręce – piszczą do siebie nastolatki dopingujące japońskiego zawodnika, który właśnie rzucił na matę rywala.

Potężny chwyt za opaskę biodrową i kolejny zawodnik ląduje poza obrębem maty. Zasady są proste, trzeba wypchnąć zawodnika poza granice pola walki. Kolejne uderzenia spoconych ciał wstrząsają barierkami odgradzającymi widzów. Japońscy mistrzowie świata również popełniają błędy. Po pięknej akcji polskiego sumity, mistrz Hizaszi z Okinawy zostaje uniesiony w powietrze i ląduje kilka metrów za matą. Oczyszczający ,taniec” przed każda walką ma pokazać rywalowi, że zawodnik nie posiada żadnej innej broni niż własną wagę.

- Mamo, dlaczego ten pan jest taki duży i goły? – dzieci wydają się nie rozumieć dlaczego nadzy mężczyźni rzucają się nawzajem po ziemi w środku miasta.
Niecodzienne zmagania przyciągnęły tłumy nastolatek, które najgłośniej dopingowały japońskich sumitów.

Autor artykułu: (pB)

Robod Lechia – AZS AWF 63:3

Monday, June 19th, 2000

Efektownym zwycięstwem nad AZS AWF Warszawa 63:3 (34:3) rugbiści Robod Lechii Gdańsk przypieczętowali mistrzostwo Polski w sezonie 1999/2000. Tuż po zakończeniu meczu prezes Polskiego Związku Rugby Jan Kozłowski wręczył gdańskim rugbistom i ich trenerowi Stanisławowi Zielińskiemu złote medale.

Przebieg meczu: 5:0 Jacek Grebasz (8 min); 10:0 Janusz Urbanowicz ( 7 min); 12:0 Urbanowicz; 15:0 Andrzej Potarowicz (20); 20:0 Wojciech Jeryś (27); 22:0 Urbanowicz; 27:0 Rafał Kochański (35); 29:0 Urbanowicz; 34:0 Stanisław Więciorek (37); 34:3 Adrian Miałkowski (40); 39:3 Potarowicz; 44:3 Marek Płonka (60); 46:3 Urbanowicz; 51:3 Więciorek (70); 56:3 Adam Latopolski (78); 61:3 Urbanowicz (80); 63:3 Urbanowicz.

Gdańszczanie, którzy ostatni swój mecz ligowy z AZS AWF Warszawa grali wcześniej niż Bomi Biexpol Arka z Dębicą Lincer, musieli wygrać aby bez względu na wynik konfrontacji w Gdyni, świętować mistrzostwo Polski. Przed tygodniem w pucharowym starciu w stolicy lechiści ulegli jednak warszawiakom 20:46. Gdyby stołecznym rugbistom udało się pokonać gdańszczan także na ich terenie, wówczas otworzyłaby się szansa dla Dębicy Lincer. Prezes pruszczańskiego klubu próbował dodatkowo umotywować stołeczną drużynę, ale jego argumenty nie trafiły akademikom do przekonania.

Gospodarze od początku do końca dyktowali przebieg wydarzeń na boisku. W pierwszej części spotkania zawodnicy młyna wypracowywali graczom ataku dogodne pozycje, które ci zamieniali na kolejne zdobycze punktowe. Później sami zaczęli wpisywać się na listę zdobywców punktów. W 20 minucie 3 punkty kopem z drop gola zdobył Potarowicz. Na krajowych boiskach nasi zawodnicy rzadko decydują się na taki wariant rozwiązania akcji.
Na zakończenie pierwszej części gry honorowe punkty dla warszawiaków kopem z rzutu karnego zdobył pozyskany z Bomi Biexpol Arki, Miałkowski. Mimo, że po przerwie trener Stanisław Zieliński dokonał wielu zmian, gospodarze kontrolowali wynik, a nawet powiększali przewagę.

Po końcowym gwizdku sędziego na murawę boiska wpadli kibice. Strzelił szampan i rozpoczęło się fetowanie sukcesu. Prezes PZR Jan Kozłowski wręczył gdańszczanom złote medale oraz okazały puchar. Gratulacje składali lechistom także akademicy, dla których było to być może ostatni występ w rozgrywkach ligowych.

Sędziował: Wiesław Piotrowicz (Lublin). Widzów 500.
Robod Lechia: Urbanowicz 20 pkt., Marciniak (70 Niekurzak), Kaszuba, Płonka 5, Kochański 5, Sajur (55 Doroszkiewicz, 70 Sienkiewicz), Wojcieszak, Więciorek 10 – Jażdżewski (41 Lenartowicz) – Sokołowski, Lipkowski (25 Latopolski 5), Jeryś 10, Grebasz 5 (50 Kunicki, 70 Trendewicz), Fedde – Potarowicz 8.

AZS AWF: Woźniak, Michalik, J. Domański, Krzewicki, Tropisz, Szonecki, Dybiec, Fedorowicz – Miałkowski – Reks, Jaskuła, Pariaszewski,M. Domański, Podgórny – Miałkowski.

.

Autor artykułu: Adam Suska

Gdynia. Smiertelny strzał

Thursday, June 8th, 2000

Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Gdyni zmieniła wczoraj zarzut postawiony żołnierzowi, który 30 maja ranił śmiertelnie swojego kolegę. Zdaniem prokuratury w jednostce wojskowej w Babich Dołach doszło do zabójstwa.
- Marynarzowi Bogusławowi P. postawiliśmy zarzut ,zabójstwa człowieka w zamiarze ewentualnym z użyciem broni palnej” – mówi Zbigniew Woźniak, szef Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Gdyni.
Zmiany kwalifikacji czynu dokonano dzięki uzyskanym podczas sekcji zwłok danym.
- Wskazują one na to, że strzał padł z odległości nie większej niż metr, a nie 18 metrów, jak wcześniej zeznawali inni wartownicy – mówi Zbigniew Woźniak. – Świadczy o tym również przebieg kanału postrzałowego oraz ponowne wyjaśnienia widzących całe zdarzenie żołnierzy.
W czasie pierwszego przesłuchania świadkowie twierdzili, że strzał był przypadkowy, padł z dużej odległości.
- Nie byli zastraszani przez podejrzanego; do złożenia takich wyjaśnień nakłaniani byli prawdopodobnie przez innych żołnierzy z tej samej warty – wyjaśnia Zbigniew Woźniak.
Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło 30 maja. Marynarz rozprowadzający wartę – wydający polecenia innym wartownikom, bawił się karabinem. Padł strzał. Wartownik został trafiony w szyję. Mimo prób reanimacji, zmarł tuż przed budynkiem pogotowia.
Bogusławowi P. grozi kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. Obecnie mężczyzna przebywa w areszcie.

Autor artykułu: Maciej Cnota
Szymon Szadurski

Dolary za obietnicÍ

Wednesday, June 7th, 2000

Kilkunastu pomorskich marynarzy utrzymuje, Ne padło ofiarI naciIgacza, ktůry wyłudził od kaNdego z nich po kilka tysiÍcy dolarůw za pomoc w uzyskaniu pracy na statku. Teraz nie majI ani pieniÍdzy, ani kontraktůw i sprawÍ zamierzajI oddaś do prokuratury.

Nie jest tajemnicI, Ne pomorskie agencje mustrujIce marynarzy na statki poszukujI głůwnie oficerůw.
Maciej S., marynarz z Cisowej trafił do Waldemara G. we wrzedniu ub. roku, dziÍki protekcji ojca.
- Tato pracował z nim kiedyd w jednej z gdyŮskich firm branNy morskiej – můwi Maciej S. – Waldemar G. przeszedł na rentÍ i nie ukrywał, Ne ma duNe znajomodci w agencjach zatrudniajIcych marynarzy na statki. Zapewnił, Ne moNe załatwiś mi kontrakt, tyle tylko, Ne nie ma nic darmo.
Jak twierdzi marynarz, Waldemar G. zaNIdał od niego 1,7 tyd dolarůw za załatwienie pracy.

Waldemarowi G. zaufali takNe inni marynarze, ktůrzy znaleľli siÍ w trudnej sytuacji Nyciowej.
- Widziałem go w agencji Marine Service Poland w Gdyni – můwi Tadeusz J. z Wejherowa. – Kumple můwili, Ne facet wiele moNe, wiÍc spotkałem siÍ z nim.
Tadeusza J., ktůry wczedniej pływał na kutrach i holownikach Waldemar G. ,ocenił” na 1600 dolarůw. Marynarz twierdzi, Ne sprzedał działkÍ, by zapłaciś rencidcie.
Do zapłacenia Waldemarowi G. za załatwienie pracy na statku przyznajI siÍ takNe, m.in. Stefan J., Marcin Z. i Kazimierz T., ktůry pracuje w brygadzie remontujIcej statek ,United Selma”.

Waldemar G. jest czÍstym godciem w gdyŮskiej agencji Marine Service Poland. Jak twierdzi jej władciciel, Zbigniew Toporowicz nie jest jednak jej pracownikiem.
Waldemar G. twierdzi, Ne od Nadnego z marynarzy nie wziIł pieniÍdzy za załatwienie kontraktu.

Imiona marynarzy i rencisty zostały zmienione

Autor artykułu: Sylwia Ressel

Elbląg.Klerycy złapali fałszywego księdza

Wednesday, June 7th, 2000

Klerycy z Wyższego Seminarium Duchownego w Elblągu zatrzymali fałszywego księdza. 37-letni Krzysztof H. z Namysłowa poszukiwany jest w całej Polsce za kradzieże pieniędzy w obiektach sakralnych.

Wczoraj oszust w przebraniu księdza wszedł do internatu przy Wyższego Seminarium Duchownego w Elblągu. Fałszywy ksiądz, o czym wówczas jeszcze klerycy nie wiedzieli tłumaczył, iż szuka jednego z nich, by przekazać mu informacje od rodziny. Okazało się, że wymyślił przypadkową miejscowość, gdzie familia miała mieszkać i gdy się to wydało, zbiegł schodami do wyjścia. Tchnięty złym przeczuciem kleryk zajrzał do portfela. Brakowało w nim 50 zł. W portfelu innego – 20 zł. Klerycy rzucili się więc w pogoń za prawdopodobnym złodziejem. Zatrzymali go, gdy szukał wyjścia z internatu.
O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została policja.

Funkcjonariusze zatrzymali pochwyconego przez kleryków złodziejaszka.
- Okazało się, że mężczyzna ten odpowiada rysopisowi poszukiwanego, który dostaliśmy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie – mówi młodszy aspirant Alina Zając z elbląskiej policji. – Dodatkowym znakiem rozpoznawczym ogólnopolskiego oszusta jest fakt, iż jest on cukrzykiem. Zatrzymany przez kleryków mężczyzna również musiał przyjąć insulinę.

Policjanci czekają na bezsprzeczne potwierdzenie tożsamości zatrzymanego.

Autor artykułu: (ag)