Królowie ulicy
Światem przestępczym dyryguje ten, kto ma najwięcej pieniędzy i największy autorytet. Obie te rzeczy przyciągają do gangsterskich liderów ,żołnierzy”, gotowych bić, palić i zabijać na jedno skinienie swojego przywódcy.
W tej chwili najwięcej pieniędzy w trójmiejskim półświatku mają gangsterzy z Gdyni. Największy autorytet ma ich ,król” – Sławomir M. Ktoś jednak tego autorytetu nie uszanował – ,król” trzy tygodnie temu został porwany i do dzisiaj nie dał znaku życia.
W trójmiejskim światku przestępczym wrze. Porwanie Sławomira M. to dla ludzi z tego kręgu wydarzenie rangi zabójstwa ,Nikosia”, który za życia uważany był za niekwestionowanego lidera gangsterskiego podziemia.
On mógł wszystko
- Sławomir M. jest, czy chyba raczej był, człowiekiem, który mógł prawie wszystko. Poprosiłeś go, aby znalazł skradziony samochód – za pół godziny dostawałeś adres, pod którym stoi wóz. Potrzeba było kogoś ,uspokoić” – jeden telefon Sławka i w wyznaczone miejsce jechała brygada, która siłą zaprowadzała ład i porządek – opowiada mężczyzna określający się jako ,daleki znajomy” Sławomira M. – Moim zdaniem, szanse na to, że ,król”jeszcze żyje, są żadne.
Podobne zdanie na temat szans Sławomira M. mają szukający go policjanci, zajmujący się zorganizowaną przestępczością.
- Podczas porwania Sławomir M. został ranny, być może dosyć poważnie. Od zdarzenia minęło już tyle czasu, że właściwie wykluczyliśmy możliwość porwania dla okupu. Pojawiły się jakieś informacje, że ktoś skontaktował się z jego znajomymi i zażądał pieniędzy, ale nie można zweryfikować tych wieści. Wersja o zabójstwie na zlecenie jest coraz bardziej prawdopodobna. Oczywiście, ciągle szukamy – nie ma ciała, nie ma zabójstwa. Kto mógł go porwać – nie wiem, ale na pewno nikt z Trójmiasta – mówi jeden z oficerów.
Od lokali do gangu
Z opowieści policjantów wynika, że Sławomir M. rozpoczął swoją drogę na szczyt gangsterskiej drabiny na początku lat 80-tych. Najpierw ,kręcił” się w gdyńskich lokalach, takich jak ,Maxim” czy też w sopockim ,Miramarze”. Parał się bardzo popularnymi wtedy oszustwami gastronomicznymi, zdobywał nowe kontakty i przyjaciół. Jednym z poznanych był Henryk K., z którym Sławomir M. związał się na dobre i na złe. Razem otworzyli restaurację w Gdyni-Cisowej.
- Zaczęli tam przychodzić złodzieje samochodów, pojawiły się pierwsze narkotyki, panienki – opowiada jeden z bardziej doświadczonych gdańskich policjantów. – Sławomir M. i Henryk K. to bardzo inteligentni ludzie, mimo, że ich wykształcenie można określić jako ,uliczne”. Szybko podporządkowali sobie chłopaków z Chylonii, którym wystarczyło słowo, aby kogoś zrównać z ziemią.
Narkotyki i samochody
Nadeszły lata 90. Drobne narkotyki stały się dużymi narkotykami, przybywało samochodów, więc coraz więcej się ich kradło, w modę weszło wymuszanie haraczy. Ktoś musiał to wszystko kontrolować. W Gdyni nie było innych kandydatów poza Sławomirem M. i Henrykiem K. Oboje bardzo na siebie uważali, nie wchodzili w drogę stróżom prawa.
- Sławomir M. chyba nie był nigdy notowany, przynajmniej za poważne sprawy. ,Heniowi” raz zdarzyła się wpadka – z niezrozumiałych względów w towarzystwie jednego ze swoich przybocznych najechał w zeszłym roku knajpę ,obstawianą” przez jednego z braci P., którzy stoją dużo niżej w hierarchii niż ,Henio” czy ,król”. Poszła w ruch broń, przyjechała policja. Wszystko wziął na siebie towarzysz Henryka K., tego ostatniego zwolniono ze względu na zły stan zdrowia – mówi policjant.
Henryk K. cierpi na bardzo poważną chorobę, przez ostatnie miesiące był nieco poza głównym nurtem wydarzeń.
- Odcina kupony – kwituje jeden z naszych rozmówców.
Nie ma liderów
Tak więc Gdynia straciła liderów. W zasadzie charyzmatycznych liderów nie ma teraz w Trójmieście w ogóle.
- Nie ma co się oszukiwać, Trójmiastem rządzą grupy z Gdyni. Po śmierci ,Nikosia”, ,Schwarzennegera”, aresztowaniu ,Zachara” w Gdańsku wegetują małe, luźno współpracujące ze sobą grupki. We frontalnym starciu z Gdynią Gdańsk nie miałby żadnych szans – mówi policjant.
Namiastkę takiego starcia mieliśmy kilka tygodni temu pod klubem ,Relax” na gdańskich Stogach. Kilkudziesięciu ,żołnierzy” z Gdyni przyjechało tam, aby nastraszyć ludzi z grupy ,Władków”, która miała swoich ludzi na bramkach kilku gdańskich lokali. Pozycje te chcieli przejąć chłopcy ,Koli” gdańskiego gangstera związanego kiedyś z Janem P., ,Tygrysem”.
- W ,lokalny konflikt” włączyły się ,siły szybkiego reagowania” z Gdyni. Jak w Kosowie – śmieje się jeden z naszych rozmówców. – Życie gangów jest trochę podobne do armii – są generałowie, porucznicy, szeregowcy. Jest to wojsko mało zdyscyplinowane, każdy ciągnie w swoją stronę, ale dobry generał potrafi to wszystko utrzymać w ryzach. Takim generałem był Sławomir M., którego kwaterą główną była Gdynia. Ci, co zostali, to najwyżej porucznicy, a nawet kaprale. Może być w najbliższym czasie dużo bałaganu w ,armii”…
Autor artykułu: AT