Kilkanaście ton mocznika, nawozu używanego w rolnictwie, wyciekło wczoraj około godz. 13 ze zbiornika uszkodzonego przez wagon, który wypadł z szyn w gdyńskim porcie. Według służb ratowniczych substancja nie jest groźna dla ludzi i środowiska.
Kilkanaście wagonów przejechało samotnie około trzech kilometrów. Nikt ich nie prowadził, ani nie zabezpieczał. Uderzyły w zbiornik ze związkiem saletry amoniakowej i mocznika. Stało się to po uderzeniu innego składu wagonów towarowych, skierowanych z nieustalonych przyczyn na ten sam tor.
- Pociąg zjechał prawdopodobnie z górki rozrządowej, około trzech kilometrów stąd – mówi pracownik portu. – Przeciął ul. Chrzanowskiego i Węglową, kilka razy istniało prawdopodobieństwo, że w coś uderzy. Tylko kilka metrów dzieliło go od budynku, w którym pracowało około 200 osób.
Podróż pociąg skończył na ścianie ogromnych zbiorników mierzących ok. 20 m wysokości, w których znajdowało się 22 tys. ton związku saletry amoniakowej i mocznika. Uszkodził ich instalację powodując ogromny wyciek.
Do późnych godzin nocnych saletra i mocznik były przelewane do podstawionych cystern.
W akcji uczestniczyli wszyscy strażacy z Komendy Miejskiej PSP w Gdyni. Ściągnięto posiłki m.in. z Gdańska, Starogardu Gdańskiego i Słupska.
- Zbiorniki otoczone są czterometrowym betonowym murem, który tworzy ,wannę” – tłumaczy Marek Chyliński, komendant straży portowej. – Do niej, w przypadku rozszczelnienia metalowego zbiornika, powinny przelewać się substancje. Nikt nie przewidział jednak, że uszkodzony zostanie również mur. Ten fakt bardzo utrudnił akcję.
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Gdyni. Na razie nie wiadomo jak doszło do tego, że na tor, gdzie stały wagony skierowano inny skład wagonów towarowych. Nieoficjalnie nie wyklucza się błędu człowieka. Ostatecznie wyjaśni to śledztwo. Przesłuchano pracowników górki rozrządowej, skąd mógł przyjechać pociąg. Stwierdzono, że nie byli pod wpływem alkoholu.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że wagony nie były należycie zabezpieczone – powiedziała ,Dziennikowi” prokurator prowadząca sprawę.
Fot. Elżbieta Chylińska
Autor artykułu: Maciej Cnota, Szymon Szadurski