Archive for September, 2000

Gdynia. Wyciek saletry w porcie

Wednesday, September 27th, 2000

Kilkanaście ton mocznika, nawozu używanego w rolnictwie, wyciekło wczoraj około godz. 13 ze zbiornika uszkodzonego przez wagon, który wypadł z szyn w gdyńskim porcie. Według służb ratowniczych substancja nie jest groźna dla ludzi i środowiska.

Kilkanaście wagonów przejechało samotnie około trzech kilometrów. Nikt ich nie prowadził, ani nie zabezpieczał. Uderzyły w zbiornik ze związkiem saletry amoniakowej i mocznika. Stało się to po uderzeniu innego składu wagonów towarowych, skierowanych z nieustalonych przyczyn na ten sam tor.

- Pociąg zjechał prawdopodobnie z górki rozrządowej, około trzech kilometrów stąd – mówi pracownik portu. – Przeciął ul. Chrzanowskiego i Węglową, kilka razy istniało prawdopodobieństwo, że w coś uderzy. Tylko kilka metrów dzieliło go od budynku, w którym pracowało około 200 osób.

Podróż pociąg skończył na ścianie ogromnych zbiorników mierzących ok. 20 m wysokości, w których znajdowało się 22 tys. ton związku saletry amoniakowej i mocznika. Uszkodził ich instalację powodując ogromny wyciek.
Do późnych godzin nocnych saletra i mocznik były przelewane do podstawionych cystern.

W akcji uczestniczyli wszyscy strażacy z Komendy Miejskiej PSP w Gdyni. Ściągnięto posiłki m.in. z Gdańska, Starogardu Gdańskiego i Słupska.
- Zbiorniki otoczone są czterometrowym betonowym murem, który tworzy ,wannę” – tłumaczy Marek Chyliński, komendant straży portowej. – Do niej, w przypadku rozszczelnienia metalowego zbiornika, powinny przelewać się substancje. Nikt nie przewidział jednak, że uszkodzony zostanie również mur. Ten fakt bardzo utrudnił akcję.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Gdyni. Na razie nie wiadomo jak doszło do tego, że na tor, gdzie stały wagony skierowano inny skład wagonów towarowych. Nieoficjalnie nie wyklucza się błędu człowieka. Ostatecznie wyjaśni to śledztwo. Przesłuchano pracowników górki rozrządowej, skąd mógł przyjechać pociąg. Stwierdzono, że nie byli pod wpływem alkoholu.

- Ze wstępnych ustaleń wynika, że wagony nie były należycie zabezpieczone – powiedziała ,Dziennikowi” prokurator prowadząca sprawę.

Fot. Elżbieta Chylińska

Autor artykułu: Maciej Cnota, Szymon Szadurski

Gdańsk. Gdzie jest Krzysztof i Łukasz?

Wednesday, September 27th, 2000

14-letni Krzysztof Olszak i 13-letni Łukasz Smoliński, wychowankowie Domu Dziecka, są poszukiwani przez policję.

Chłopcy uciekli w piątek razem ze szkoły na Oruni. Nie jest to pierwsza ich wspólna ucieczka. Podobną ,przygodę” przeżyli w czerwcu. Grażyna Olszak, matka Krzysztofa jeszcze w piątek powiadomiła policję o zniknięciu syna. Kierownictwo Domu Dziecka zgłosiło sprawę policji po trzech dniach od ucieczki swojego wychowanka.

- To normalna procedura. Najpierw sami szukamy swoich wychowanków, często bywa tak, że dzieci uciekają do swoich rodzinnych domów na weekendy – mówi Zyta Ciszewska, z-ca dyrektora Domu Dziecka na gdańskiej Oruni. – Część rodziców zabiera swoje pociechy do domu w piątek, część dzieci ucieka do rodziców na własną rękę.

Nie wiadomo, jak dużym problemem społecznym są ucieczki z domów dziecka. – Te placówki niechętnie zgłaszają nam takie przypadki – mówi jeden z policjantów.

Autor artykułu: (rye)

WEJHEROWO. Tytuł dla arcybiskupa

Wednesday, September 27th, 2000

Podczas wczorajszej sesji wejherowscy radni niemal jednogłośnie nadali tytuł Honorowego Obywatela Miasta metropolicie gdańskiemu, abp. Tadeuszowi Gocłowskiemu.

Zarząd Miasta uzasadnił swój wniosek tym, że arcybiskup jest wielkim przyjacielem Wejherowa. Jego pobyt w mieście jest zawsze wielkim przeżyciem dla duszpasterzy, mieszkańców oraz gości, przybywających na Kalwarię Wejherowską.

- Wdzięczni jesteśmy księdzu arcybiskupowi także za wyniesienie przed pięcioma laty wejherowskiej fary do godności kolegiaty i utworzenie Kapituły Kolegiackiej, co dla 350-letniego miasta i jego mieszkańców jest wielkim zaszczytem – powiedział Krzysztof Hildebrandt, prezydent Wejherowa. – Arcybiskup był przede wszystkim wiernym i niezłomnym orędownikiem koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Wejherowskiej przez Ojca Świętego w 1999 roku.

Fot. Robert Kwiatek

Autor artykułu: (IwR)

KOSZWAŁY. Marszałek w lapidarium

Monday, September 25th, 2000

Lapidarium* w Koszwałach (gmina Cedry Wielkie) odwiedził wczoraj marszałek Sejmu Maciej Płażyński razem z wicewojewodą Krzysztofem Puszem. W kaplicy zgromadzono odrestaurowane ewangelickie płyty nagrobne z XVII i XVIII wieku i kamień erekcyjny z dawnego kościoła.

- Żuławy to ciekawy fragment Pomorza, o odrębnej wielowiekowej kulturze, a te płyty są tego świadectwem – powiedział marszałek.
- Kiedyś Żuławy były zasobne, a ludziom żyło się dobrze. Świadczy o tym kamień węgielny z 1672 roku, na którym widnieją nazwiska czterech bogatych gospodarzy, fundatorów świątyni – dodał ksiądz kanonik, Józef Urban, który podczas budowy kościoła odkrył 5 płyt.

Po wizycie w lapidarium odbyło się spotkanie z gospodarzami gminy.
- Myślimy o tym, aby w przyszłym roku zwiększyć nakłady finansowe dla Żuław. Mam ciche zapewnienia ze strony Ministerstwa Finansów, że fundusze się znajdą – zdradził wojewoda. – Bez pieniędzy nie uda się poprawić stanu urządzeń wodnych. Jak mówią melioranci, sytuacja jest dramatyczna, obyśmy nie byli mądrzy po szkodzie.

Fot. Grzegorz Cwaliński

Autor artykułu: (Gran.)

GDYNIA. Pocisk w piwnicy

Monday, September 25th, 2000

Pocisk moździerzowy – prawdopodobnie z czasów II wojny światowej – odkryto wczoraj w budynku mieszkalnym przy ul. Janka Wiśniewskiego 9 w Gdyni.

- Odkryłem go całkiem przypadkowo – mówi Piotr Szczeszak, właściciel lokalu, w którym znaleziono pocisk. – Postanowiłem posprzątać piwnicę, do której nikt nie zaglądał od 25 lat. Przy odkładaniu jakichś przedmiotów zobaczyłem pocisk. Ma około 30 centymetrów, jest mocno zardzewiały.

- Pocisk mógł wybuchnąć nawet przy najmniejszym poruszeniu – ocenia kom. Tomasz Wojaczek, naczelnik Wydziału Prewencji Komisariatu Policji Gdynia Śródmieście.
Z budynku ewakuowano dwunastu mieszkańców. Kilka godzin spędzili na podwórku. Wszystko mogłoby trwać krócej, gdyby saperzy szybciej znaleźli kierowcę, który przywiózłby ich do Gdyni. W budynku pojawili się dopiero przed godz. 17. Pocisk zostanie zdetonowany na terenie jednostki wojskowej w Gdańsku.

Mieszkańcy bloku przy ul. Janka Wiśniewskiego 9 kilka godzin spędzili na podwórku.
Fot. Elżbieta Chylińska

Autor artykułu: (mc, szad)

Elbląg. Spór o długi Halexu

Monday, September 25th, 2000

Byli pracownicy Halexu przez niemal rok usiłują odzyskać nie wypłacone pensje. Z Urzędu Celnego w Olsztynie, który sprzedał węgiel firmy, do wczoraj nie wpłynęły żadne pieniądze.

Około 400 byłych pracowników elbląskiego Halexu od końca ub. roku nie otrzymuje zaległych pensji. Pieniądze na pensje miały pochodzić ze sprzedaży węgla Halexu, który zajął Urząd Celny w Olsztynie.

- Cały czas działam w sprawie moich byłych ludzi – zapewnia prezes Halexu, Roman Niemyjski. Tymczasem o pieniądze zaczął upominać się także Urząd Skarbowy. Sprawę rozstrzygnął Sąd Rejonowy w Elblągu, który orzekł, że w pierwszej kolejności mają zostać zaspokojone roszczenia byłych pracowników.

- Pieniądze nie zostały przekazane, ponieważ dopiero pod koniec ubiegłego tygodnia dostaliśmy faktury wszystkich zainteresowanych instytucji – mówi Ryszard Chudy, rzecznik UC w Olsztynie. – Postępujemy według naszego kodeksu.
Według tego kodeksu, pieniądze na wypłaty pracowników znajdują się na końcu listy, po spłaceniu innych wierzycieli.

Fot. Sławomir Ptasznik

Autor artykułu: (ag)

Gdańsk. Kolegium za kwaterę

Thursday, September 14th, 2000

Do Urzędu Miejskiego w Gdańsku przychodzi dziennie około 200 osób w sprawach meldunkowych. Większość chce uzyskać meldunek tymczasowy, zezwalający na mieszkanie w miejscu nie stałego pobytu.

Zdarza się jednak, że właściciel lokalu w którym wynajmujemy pokój nie zgadza się nawet na meldunek tymczasowy.

- Człowiek może być zameldowany tylko w dwóch miejscach – mówi Joanna Kwiatkowska, kierownik Referatu Ewidencji Ludności w Urzędzie Miejskim w Gdańsku. – Poza zameldowaniem stałym można również zameldować się tymczasowo, na określony czas.

Obowiązek meldunkowy przewiduje trzy doby na zameldowanie się. Po tym czasie człowiek mieszka już nielegalnie. Często zdarza się, że ludzie tego nie respektują. Mieszkają u kogoś bez załatwiania dodatkowych formalności.

Brak zameldowania prowadzi do wielu komplikacji. Trudności w urzędach są spowodowane nieścisłościami w sporządzanych dokumentach, np. adres aktualnego pobytu nie zgadza się z adresem miejsca zamieszkania w dowodzie osobistym.

- Za niedopełnienie obowiązku meldunkowego grozi nawet pozbawienie wolności do jednego miesiąca – mówi Krystyna Szkoła, wizytator do spraw karnych. – Może zostać również nałożona grzywna od 20 do 5 tysięcy złotych. W ostateczności funkcjonariusze mogą udzielić tylko nagany. Mieliśmy już kilka takich spraw.

Na zdjęciu:
W gdańskim urzędzie meldują m.in. Barbara Głowińska (od lewej), Joanna Kwiatkowska i Maria Kęska.
Fot. Adam Warżawa

Autor artykułu: (wit)

Gdynia. Potop po ,Potopie”

Thursday, September 14th, 2000

Rozpoczynający się w najbliższy wtorek XXV Festiwal Polskich Filmów Fabularnych będzie obfitował w wydarzenia.

W konkursie zostanie pokazanych 28 tytułów, co jak na standardy gdyńskiego festiwalu kilku ostatnich lat jest niezwykłym urodzajem. Rekordowa (około 900 osób) jest także liczba tegoroczych festiwalowych gości.

Niektóre z konkursowych filmów: ,Duże zwierzę” Jerzego Stuhra i ,Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” Krzysztofa Zanussiego zdobyły już nagrody na liczących się międzynarodowych konkursach.

Srebrny jubileusz zostanie uczczony m.in. przeglądem filmów, które w minionych latach zdobywały Grand Prix, poczynając od ,Potopu” Jerzego Hoffmana. Filmy te będzie można obejrzeć w gdyńskim centrum rozrywki Gemini.

Tam także zorganizowano dodatkowe – poza festiwalowym centrum w Teatrze Muzycznym – projekcje filmów konkursowych. Projekcje dla dzieci, filmy off-owe i spotkania, m.in. z Andrzejem Wajdą, zorganizowano także w Teatrze Miejskim przy Bema.

Autor artykułu: (sza)

Dania. Są ciała i jest żałoba

Thursday, September 14th, 2000

Duńczycy, zanim spenetrowali wrak, dwukrotnie podejmowali próby zejścia na dno. Uniemożliwiała je jednak bardzo zła pogoda – wiatr dochodził do 7 stopni w skali Beauforta. Udało się dopiero, gdy sztorm uspokoił się.

Tymczasem, jak wcześniej zapowiadano, wraz z powodzeniem akcji poszukiwawczej do Danii samolotem kancelarii premiera RP odleciały rodziny ofiar. O możliwości wylotu spekulowano już od poniedziałku.

Jak dowiedzieliśmy się od Pawła Dobrowolskiego, rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, samolot poleciał do Danii wczoraj wieczorem. Razem z rodzinami ofiar katastrofy do Danii udali się także przedstawiciele Kwatery Głównej Związku Harcerstwa Polskiego w Warszawie.

W Danii od pięciu dni znajdował się obserwator Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni. Uczestniczył on m.in. w identyfikacji wyrzuconych na brzeg szczątków kadłubu ,Bieszczad”.

Na razie nie wiadomo, kiedy ciała ofiar z ,Bieszczad” zostaną przewiezione do Polski.
- Zajmują się tym wyspecjalizowane firmy, zatrudniane przez armatora – mówi Paweł Dobrowolski.

Waldemar Mieczkowski, komendant Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni, poinformował ,Dziennik”, że członkowie tragicznego rejsu byli ubezpieczeni od nieszczęśliwych wypadków. Ich rodziny mogą więc liczyć na odszkodowania.

ZHP utworzyła dodatkowo specjalny fundusz na rzecz pomocy rodzinom ofiar katastrofy. Pieniądze można wpłacać na konto Centrum Wychowania Morskiego w Gdyni Pekao SA II Oddział w Gdyni, nr konta 11001050- 1560-2101-111-2 z dopiskiem “Bieszczady”.

Związek Harcerstwa Polskiego z polecenia swojego komendanta ogłosił wczoraj dwumiesięczną żałobę. Wyjaśnianiem przyczyn katastrofy ,Bieszczad” nadal zajmują się Izba Morska w Gdyni i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

Autor artykułu: Maciej Cnota, Szymon Szadurski

DANIA. Tragiczny koniec żeglowania

Monday, September 11th, 2000

Nadal koło wybrzeży Danii, 20 mil morskich na płn-zach. od portu Thyboroen, ratownicy szukają pięciu ciał załogantów jachtu ,Bieszczady”, który zatonął wczesnym rankiem w niedzielę.

Cały czas trwa także ustalanie przyczyn wypadku. Według hipotez, podanych wczoraj przez duńską policję sternik mylnie zinterpretował znaki świetlne, wysyłane z tankowca pływającego pod banderą Hong Kongu.

Wczoraj po południu, gdy statek ten dotarł do Rotterdamu, przesłuchano jego kapitana i niektórych członków załogi tankowca.

W poszukiwanie ciał ofiar aktywnie włączyła się Marynarka Wojenna, która już w niedzielę proponując duńskim ratownikom pomoc chciała wysłać na miejsce wypadku swoje śmigłowce.

Jak dowiedzieliśmy się od Iwony Jakimowicz z kwatery ZHP w Warszawie, wczoraj trwały starania, aby jak najszybciej sprowadzić bliskich zaginionych do Warszawy.

8-osobowa załoga ,Bieszczad” pochodziła bowiem z różnych stron Polski: z Legnicy, Międzyrzeca Podlaskiego, Kalisza oraz Żar i Kielc. Dwóch żeglarzy mieszkało w Łodzi, a dowódca jednostki – Leszek Ł., jachtowy kpt. Żeglugi Wielkiej, w Gdyni.

Do Polski nie wróciła jeszcze 19-letnia Małgorzata K., jedyny ocalały członek załogi ,Bieszczad”.

- Wczoraj wyleciał po nią jej ojciec – mówi Monika Truszkowska, ambasador RP w Danii.

- Rodziny ofiar przewiezione zostaną na miejsce katastrofy prawdopodobnie dzisiaj rano, samolotem użyczonym przez premiera Jerzego Buzka – mówi Arkadiusz Bojarun, rzecznik prasowy Kwatery Głównej Związku Harcerstwa Polskiego.

Pracownicy Centrum Wychowania Morskiego ZHP utrzymują, że załoga była wyszkolona lepiej, niż wymagają tego przepisy – część z niej odbywała wcześniej ćwiczenia w Gdyni. Aby popłynąć jachtem, wystarczyło zapłacić kwotę około 1300 zł.

Wyjaśnieniem przyczyn tragedii zajmą się Duńczycy razem ze służbami holenderskimi. W Polsce dochodzenie rozpocznie Izba Morska w Gdyni.

Autor artykułu: Maciej Cnota, Szymon Szadurski