Coraz więcej osób pozostających bez dachu nad głową trafia codziennie do trójmiejskich schronisk i noclegowni. Niektóre placówki mają już niemal komplet, a ich kierownicy ze zgrozą myślą o zbliżającej się, jak zapowiadają synoptycy, srogiej zimie.
Robert zgłosił się do noclegowni przy ulicy Żaglowej 1 w Gdańsku w 1998 roku. Stanął w holu ośrodka, ściskając pod pachami toboły wypełnione dziecięcymi ubraniami. Krok za nim podążało troje dzieci: kilkuletnie dwie córki i syn.
- Żona porzuciła nas kilka lat temu – wspomina Robert. – Wyjechała do Niemiec, by żyć z Turkiem i rozkoszować się dobrobytem.
Po rozstaniu Robert z dziećmi mieszkał przez jakiś czas u teściów.
- Taka sytuacja stała się jednak nie do zniesienia – przyznaje. – Dlatego zdecydowałem się zabrać dzieci i wyprowadzić, byle dalej od teściów.
Za pośrednictwem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdańsku rodzina dostała się do placówki na Żaglowej. Cała czwórka zadomowiła się tam na dobre. Robert, z zawodu stolarz i kucharz szuka pracy.
- Wszystko wskazuje na to, że i tegoroczne święta spędzimy jednak w ośrodku, bo na razie nie mamy widoków na własne ,m”…
Szefowie trójmiejskich schronisk i noclegowni dla bezdomnych już dzisiaj martwią się, czy placówki zdołają pomieścić zimą wszystkich potrzebujących. Pomorskie Centrum Pomocy Bliźniemu (PCPB) w Gdańsku może przyjąć 105 osób.
- W zasadzie przez cały rok mamy prawie komplet pensjonariuszy – mówi Grażyna Dąbrowska, dyrektor PCPB w Gdańsku. – Obecnie przebywa u nas 102 bezdomnych, wśród których są nawet matki z noworodkami.
Jak twierdzi dyrektor Dąbrowska, placówka może przyjąć jeszcze sześć osób pozostających bez dachu nad głową. To kropla w morzu potrzeb.
- Nie wiem, co zrobimy, gdy się ochłodzi – denerwuje się. – Trzeba będzie tak, jak ubiegłej zimy, ludzi na podłodze i na materacach położyć.
Nieco lepsza sytuacja jest w innych trójmiejskich placówkach dla bezdomnych. W noclegowni przy ulicy Żaglowej 1 w Gdańsku jest jeszcze 20 wolnych miejsc (16 dla kobiet, 4 dla mężczyzn).
- Pierwsze przymrozki z pewnością zmienią tę, na razie, korzystną sytuację – mówi Anna Sobota, kierownik Noclegowni Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) przy ulicy Żaglowej 1. – Tym bardziej, że jak inne gdańskie placówki, przyjmujemy także bezdomnych skierowanych do nas przez MOPS innych trójmiejskich gmin.
I tak do Gdańska trafiają bezdomni z Pruszcza Gdańskiego lub Sopotu (w miastach tych noclegownie nie funkcjonują).
Bezdomni w Gdyni zimę przetrwają bez większych problemów, jeśli tylko skorzystają z pomocy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
- Obecnie jesteśmy w stanie zapewnić miejsca w noclegowniach dla wszystkich bezdomnych z terenu Gdyni – mówi Mirosława Jezior, wicedyrektor MOPS w Gdyni. – W kilku ośrodkach mamy w sumie około stu miejsc. Podpisaliśmy też umowy z instytucjami spoza terenu Gdyni.
W okresie zimowym szczególnie nasilone są akcje w terenie. Pracownicy socjalni docierają do wszystkich miejsc, o których wiedzą że pomieszkują tam bezdomni (np. węzłów ciepłowniczych, ogródków działkowych, opuszczonych wagonów, terenu dworca). Tam badają sytuację i oferują pomoc. Gdyński MOPS prowadzi dodatkowo rozwiniętą współpracę z wieloma służbami i instytucjami, np. policją i Strażą Miejską. Dzięki dobrej wymianie informacji i wzajemnej współpracy podejmowane działania są jeszcze bardziej skuteczne.
Autor artykułu: Sylwia Ressel, Tomasz Nalikowski