Archive for November, 2000

Spłonął opuszczony tartak

Wednesday, November 22nd, 2000

12 wozów i czterdziestu strażaków z komendy miejskiej oraz jednostek zakładowych PKP i stoczni gasiło wczoraj pożar w opuszczonym tartaku przy ul. Morskiej na Grabówku.
Budynek, którego dach zbudowano z drewna, spłonął doszczętnie.

Ogień pojawił się około godz. 15. Spalił się budynek o powierzchni 320 m kw. Wybuchł też i spłonął doszczętnie stojący obok zabudowań samochód. Kłęby dymu i łuna widoczne były z odległości wielu kilometrów – na miejsce zdarzenia zbiegł się tłum ludzi.

Tartak sąsiaduje z zakładem energetycznym – przebiega nad nim linia wysokiego napięcia. Strażacy, kilka minut po przystąpieniu do gaszenia pożaru musieli wyłączyć prąd, gdyż zachodziła obawa, że kable się stopią, a biorący udział w akcji zostaną porażeni. Dlatego też przez pół godziny w wielu dzielnicach Gdyni m. in. w Śródmieściu, nie było prądu.

Stanęły zasilane energią elektryczną pompy wodne i wstrzymano ruch trolejbusów. W wielu punktach przestała działać sygnalizacja świetlna. Zator drogowy sięgnął kilku kilometrów – ciągnął się od ul. Morskiej aż do ul. Władysława IV.
Sytuację skomplikował dodatkowo fakt, że w tym samym czasie zapalił się zsyp śmieci w budynku przy ul. Zbożowej i również tam trzeba było wysłać strażaków.

Pożar na Grabówku ugaszono po godzinie. Następnie strażacy musieli dokładnie dogasić ogień i sprawdzić zgliszcza, zabezpieczane w trakcie akcji przez policję i Straż Miejską, gdyż od pobliskich mieszkańców otrzymano informację, że w budynku często przebywało dwoje bezdomnych.

- W spalonych pomieszczeniach nie odkryliśmy jednak ludzkich zwłok – mówi kpt Piotr Socha, rzecznik prasowy gdyńskich strażaków. – Prawdopodobne przyczyny pożaru to zaprószenie ognia bądź podpalenie. Dokładnie zbada sprawę przybyła na miejsce zdarzenia policja.
W budynku tartaku nie znajdowały się prawie żadne wartościowe przedmioty – obniżyło to straty wyrządzone przez ogień.

Autor artykułu: (szad)

Nowy odcinek ul. Cienistej

Wednesday, November 22nd, 2000

Droga zostanie otwarta dziś o godz. 10. Będzie ona łączyć ulice Sikorskiego i Witosa z ulicami Worcella oraz Zamiejską. Nowy odcinek wraz ze zmodernizowaną już ul. Małomiejską powinien się przyczynić do poprawy połączenia Chełmu z trasą W-Z.

Budowa nowego odcinka kosztowała 3 mln 400 tys. zł. Po obu stronach 870-metrowej ulicy położono chodniki, a dla potrzeb komunikacji zbiorowej wykonano zatoki autobusowe. W bezpośrednim sąsiedztwie chodnika, po północnej stronie ulicy, zbudowano ścieżkę rowerową o szerokości 2,5 m.

W związku z oddaniem nowego fragmentu ul. Cienistej nastąpią zmiany w komunikacji publicznej:

trasa linii C będzie przebiegała ul. Cienistą z pominięciem ul. Chałubińskiego i Worcella

linia 208 wraca na stałą trasę tj. na ul. Worcella w obu kierunkach.

Autor artykułu: (toj)

Wspieranie stoczni

Monday, November 20th, 2000

Dwudniowe obrady 134 Posiedzenia Komitetu Wykonawczego Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Okrętowych AWES, rozpoczną się dzisiaj w Gdańsku.

Będą one poświęcone przeciwdziałaniu pogarszającej się sytuacji europejskiego przemysłu okrętowego, z którym nie zawsze uczciwie konkurują stocznie dalekowschodnie.

Na przestrzeni ostatnich trzech lat ceny statków handlowych na rynku światowym ciągle spadają. Mimo to, zamówienia na nie przejmują stocznie w Chinach, Japonii i Korei Południowej. Do Komisji Europejskiej wpłynęła skarga stoczni zachodnich, które oskarżają Koreę o zaniżanie kosztów budowy statków, poniżej poziomu opłacalności, aby uzyskać zamówienia. Ich zażalenie ma być skierowane także do WHO – Światowej Organizacji Handlu.

Autor artykułu: (JAS)

Referendum w Rafinerii

Monday, November 20th, 2000

Dziś w Rafinerii Gdańskiej rozpoczyna się referendum w sprawie strajku. Wyniki zostaną ogłoszone w piątek. Jeżeli połowa załogi opowie się za strajkiem, dojdzie do tej formy protestu.

Już wczoraj o godzinie 10 odbyła się pikieta zorganizowana przez pięć związków zawodowych (bez ,Solidarności”) skupiających 55 proc. załogi RG. Związkowcy domagają się wprowadzenia w życie pakietu gwarancji pracowniczych podpisanego w lipcu.

- Nie będziemy renegocjować, bo zarząd podpisał już gwarancje pracownicze – mówi Kazimierz Trębacz, przewodniczący zarządu ZZ Pracowników Ruchu Ciągłego. – Nie zostały one jednak wcielone w życie. Zarząd tłumaczy się tym, że musi mieć pozwolenie od Rady Nadzorczej. A rada zbierała się trzy razy i nie zajęła w sprawie stanowiska. Jeden z przedstawicieli rafineryjnej ,Solidarności” twierdzi, że jego związek nie jest informowany o przebiegu zdarzeń, ani przez zarząd ani przez inne związki.

Wojciech Żurawik, prezes RG, twierdzi że gwarancje zatrudnienia i odprawy, których domagają się pracownicy są zbyt wysokie. Szef rafinerii nie podjął decyzji w tej sprawie powołując się na brak oficjalnego stanowiska Rady Nadzorczej. Tymczasem trwa prywatyzacja RG. Do 15 grudnia inwestorzy mają czas na złożenie ofert na kupno 75 proc. jej akcji.

Autor artykułu: (azja)

Startuje Flextronics – SSE w Tczewie

Monday, November 20th, 2000

W poniedziałek nastąpi w Tczewie otwarcie nowej fabryki Flextronics International Poland Sp. z o.o. To największy inwestor w tczewskiej specjalnej strefie ekonomicznej. Jeszcze w tym roku firma zatrudni 500 osób, a docelowo 1700. Trwa rekrutacja.

Trzy lata po wydaniu zezwolenia na powstanie Specjalnej Strefy Ekonomicznej Żarnowiec-Tczew brakuje terenów dla wszystkich zakładów starających się o budowę w Tczewie. Do końca roku pozwolenia zostaną wydane 27 firmom.

Specjalna Strefa Ekonomiczna w Tczewie zlokalizowana jest na gruntach o łącznej powierzchni 102 hektarów. Ziemię pod budowę przeznaczył samorząd miejski i gminy wiejskiej w Tczewie. Strefa istnieje na dwóch obszarach. Teren o powierzchni 35,7 hektara graniczy ze wsią Rokitki, natomiast teren Czatkowy o pow. 66,4 hektara zlokalizowany jest wyłącznie w gminie miejskiej Tczew.

Pierwszym zakładem, którego budowę rozpoczęto w SSE Tczew była Fabryka Opakowań Różnych FORCAN, następny był MOLEX, firma produkująca okablowanie elektroniczne m. in. do komputerów, telefonów. Kolejnym będącym w trakcie wykonywania fundamentów pod budowę zakładu jest Eco Tyre Recycling. Ma on być wybudowany do połowy przyszłego roku. Tuż obok placu budowy gromadzone są skupowane opony.

Ponad 40 hektarów na terenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej przy ulicy Czatkowskiej przeznaczono pod budowę parku technologicznego, w tym dla firmy Flextronics. Budowa pierwszej hali o powierzchni 15 tysięcy metrów kwadratowych dobiega końca. Projektantem inwestycji jest Pomorskie Biuro Projektów Gel z Sopotu.

Głównym wykonawcą inwestycji była spółka budowlana Polnord z Gdańska. Obok prac ogólnobudowlanych specjalizuje się ona w budowie nowoczesnych fasad budynków.
Oddawana do użytku hala posiada komputerową klimatyzację i wentylację. Podłogę pokryto wykładziną z miedzianą siatką odprowadzającą ładunki elektryczne. Hala posiada pięć bram ze śluzami termicznymi. Dwukondygnacyjny budynek biurowy zaprojektowano jako przylegający do dwóch boków hali. Od strony hallu wejściowego wykonano szklaną fasadę na konstrukcji aluminiowej. W części biurowej są sale konferencyjne, laboratoria, a także część socjalna i gastronomiczna. Przed budynkiem jest parking dla 270 miejsc postojowych.

Oprócz fabryki, na zlecenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej Żarnowiec- Tczew, wybudowano ulicę Malinowską, łączącą teren strefy z drogą krajową nr 1. Roboty zakończono w ubiegłym tygodniu i ma ona długość 2,5 kilometra. Na terenie inwestycyjnym strefy wykonano też 2 kilometry instalacji odwodnienia i zbiornik na wodę o pojemności 6400 m sześc.

Pieniądze dał Urząd Marszałkowski, Urząd Miasta Tczewa, Starostwo Powiatowe i Specjalna Strefa Ekonomiczna Żarnowiec- Tczew.

Autor artykułu: Józef M. Ziółkowski

Skazani za zeznania

Friday, November 17th, 2000

Jarosław D. i Leszek B., biznesmeni z Gdańska, widzieli, że radiowóz, który ich minął, a później wjechał w taksówkę, był bez świateł. Zeznali tak przed prokuratorem. Po dwóch latach gdański sąd skazał ich za składanie fałszywych
zeznań.

Wyrok – po 1200 złotych grzywny – zbulwersował opinię publiczną i środowisko prawnicze. Mecenas Zdzisław Kłonkowski, obrońca skazanych, powiedział nam wczoraj, że złożył już wniosek o wydanie pisemnego uzasadnienia wyroku. To pierwszy krok do apelacji.

12 października 1998 roku, tuż przed północą, Daewoo zderzył się z policyjnym Volkswagenem. Kierujący taksówką Jan O. nie zatrzymał się przed znakiem stop. Nie przeżył wypadku. Według Jarosława D. i Leszka B., policjanci jechali zbyt szybko i nie mieli włączonych świateł. Prokuratura oparła się na wykonanych dwa miesiące po wypadku badaniach biegłych, z których wynikało, że światła radiowozu były w chwili wypadku włączone. Zeznający na niekorzyść policjantów mężczyźni zostali oskarżeni o składanie fałszywych zeznań.

- Ośmieszyliśmy nasz urząd – powiedział nam pragnący zachować anonimowość prokurator. – Myślałem, że sąd się opamięta i nie dojdzie do kompromitacji.
Po opublikowaniu tekstu o wyroku w redakcji “Dziennika” urywały się telefony. Dzwoniący chcieli wyrazić swoje oburzenie decyzją sądu.
- Jestem znajomą rodziny B. – powiedziała nam jedna z Czytelniczek. – Kiedy Jarek i Leszek decydowali się powiedzieć o tym, co widzieli, byliśmy dumni z ich postawy. Teraz nie wiemy, jak z nimi rozmawiać. Przeżywają piekło.
Po wydaniu wyroku skazani powtarzali dziennikarzom: – To skandal. Nie można wierzyć sądom ani prokuraturze, nie można wierzyć w sprawiedliwość.
Uzasadniając wyrok sędzia Iwona Błaszczyk przyznała, że motyw działania obu oskarżonych jest niemożliwy do ustalenia. Nie byli w żaden sposób związani z taksówkarzem, nie mieli zatargów z policją. Według sędzi Błaszczyk, o ich winie świadczą ekspertyzy biegłych, więc muszą ponieść karę za kłamstwo. To, że nie skazano ich na rok więzienia w zawieszeniu, czego domagał się prokurator, Jarosław D. i Leszek B. zawdzięczają tylko temu, iż nie byli wcześniej karani.
Prokurator oskarżający biznesmenów odmówił rozmowy z dziennikarzami.
- Ta sprawa ma dla mnie oczywisty wymiar – powiedział nam jeden z prawników. – Chodzi o obronę dobrego imienia policji. Za wszelką cenę. (wrób)
Świadkowie widzieli, jak doszło do tego wypadku. Sąd im nie uwierzył i skazał za składanie fałszywych zeznań.
Fot. Robert Kwiatek/archiwum
Ludzie odwrócą głowy
Fot. Robert Kwiatek
Rozmowa z mec. Zdzisławem Kłonkowskim, obrońcą Jarosława D. i Leszka B.
- Jakie będą główne argumenty podnoszone przez pana w apelacji?
- Składanie fałszywych zeznań jest przestępstwem umyślnym, aby kogoś skazać, trzeba mu udowodnić, że działał świadomie i miał w tym jakiś interes. W przypadku moich klientów prokurator ani sąd nie potrafiły wykazać i udowodnić takiego zamiaru. Poza tym niedopuszczalne jest, aby sąd opierał wyrok jedynie na opinii biegłego, która na dodatek nie jest jednoznaczna.
- Jak ocenia pan szanse swoich klientów w Sądzie Okręgowym?
- Jestem przekonany, że dojdzie do uniewinnienia. Wyrok Sądu Rejonowego uwłacza wszelkim standardom prawnym.
- Jaki wpływ może mieć, pańskim zdaniem, wyrok sądu na postawę społeczeństwa?
- Katastrofalny. Ludzie będą odwracać głowę jeszcze częściej niż do tej pory. Organa ścigania same podcinają gałąź, na której siedzą.
Rozmawiał Łukasz Wróblewski
Niechętni świadkowie
Fot. Robert Kwiatek
Rozmowa z Mirosławem Ożogiem, prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku
- Czy proces Jarosława D. i Leszka B. był potrzebny z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości?
- Z zasady nie komentuję żadnych spraw przed ich zakończeniem prawomocnym wyrokiem. Prokuratura przedstawiła swoje dowody, obrońca swoje, sąd je rozpatrzył i wydał wyrok. Sędziowie wyższej instancji mogą mieć odmienne zdanie na ten temat i wyrok może się zmienić. To orzeczenie będzie wiążące.
- Jak poważny jest problem składania fałszywych zeznań? Czy świadkowie są w pełni świadomi swoich obowiązków?
- Patrząc na statystyki można powiedzieć, że zjawisko to nie jest nagminne. Fałszywe zeznania nie są problemem społecznym. Zarówno przed sądem, jak i w prokuraturze świadkowie są pouczani. Wiedzą, że zeznają pod przysięgą, wiedzą, co im grozi za świadome kłamstwo.
- Czy Polacy chętnie stawiają się w sądach w charakterze świadków?
- Muszę z przykrością stwierdzić, że nie. Odstraszające są przewlekłe procedury, konieczność kilkakrotnego nieraz przychodzenia do sądu, odpowiadania na dociekliwe pytania. Wiele osób broni się przed tym jak może.

Autor artykułu: Łukasz Wróblewski

De Laclos w teatrze “Wybrzeże”

Thursday, November 16th, 2000

Po publikacji w 1782 roku “Niebezpiecznych związków” Choderlosa de Laclosa nakazano zniszczenie tej książki jako “rozwiązłej i nieobyczajnej”.

“Niebezpiecznymi związkami” teatr Wybrzeże rozpoczyna jutro swój kolejny sezon artystyczny. Teatralna wersja powieści, dziś mającej swoje miejsce na półce z klasyką francuskiej literatury, oparta jest na scenariuszu filmowym autorstwa amerykańskiego dramaturga Christopera Hamptona. To według tego scenariusza nakęcono znany film z Glenn Close, Johnem Malkovichem i Michelle Pfeiffer. Realizatorzy przedstawienia deklarują jednak jasno, że film nie był dla nich jakąkolwiek inspiracją.

O czym opowiada przedstawienie?
- O miłości własnej, kulcie indywidualizmu, egoizmie, który uniemożliwia ludziom bycie ze sobą – opowiadał na przedpremierowej konferencji prasowej reżyser przedstawienia Waldemar Zawodziński. – Własne uczucia stają się tu przedmiotem gry. Maska jest twarzą tych ludzi. To prowadzi ich do katastrofy.

Markizę de Merteuil gra Joanna Bogacka, wicehrabiego de Valmonta, Jarosław Tyrański.
- Na pewno nie jest to postać, o której zagraniu marzyłam – zdradza Bogacka. – W żaden sposób nie można obronić tej kobiety, próbowałam coś znaleźć, ale nie udało mi się.
Bogacka na pierwszych próbach wychodziła na scenę z poczuciem obrzydzenia do swej bohaterki. Dopiero z czasem udało się jej z nią oswoić.

Dla Tyrańskiego de Valmont to ktoś, w kim mimo wszystko dochodzi do głosu uczucie. Postać interesująca do zagrania, bo można pokazać, jak rodził się człowiek.
Wśród aktorów zobaczymy niewystępującą na scenie Wybrzeża od wielu, wielu lat Bogusławę Czosnowską, a także Lucynę i Ludmiłę Legut oraz Teresę Kaczyńską. Grają m.in. Dorota Kolak, Wanda Neuman, Stanisław Michalski. Zadebiutuje w gdańskim teatrze Magdalena Boć.

Autor artykułu: (sza)

Zagłębie Sosnowiec – Lechia Gdańsk

Thursday, November 16th, 2000

W sobotę kolejny mecz drugoligowy czeka piłkarzy gdańskiej Lechii. Biało-zieloni spotkają się w Sosnowcu z miejscowym Zagłębiem. To przedostatni mecz tegorocznej jesieni.

Lechia w poprzedniej kolejce niespodziewanie uległa u siebie poznańskiemu Lechowi 0:1. Z kolei Zagłębie potrafiło zremisować 1:1 na wyjeździe z Ceramiką Opoczno. Jednak oba zespoły dzieli w tabeli pięć pozycji i tyleż samo punktów. Lechia jest czternasta, a Zagłębie dziewiętnaste.

Gdańszczanie mają na swoim koncie 18 “oczek”, natomiast sosnowiczanie trzynaście.

Niech nikt jednak nie spodziewa się, że biało-zielonych czeka w Sosnowcu łatwy mecz. Zagłębie ostatnio dokonało paru wzmocnień. Między innymi zawędrował tam niechciany w Gdańsku Andrzej Zięba oraz były reprezentant Polski, a ostatnio gracz Ceramiki Opoczno, Waldemar Adamczyk.

Z drugiej strony wydaje się, że Lechia jest rzeczywiście w stanie sięgnąć w sobotę po punkty. Inna sprawa, że gdańszczanie wystąpią w osłabieniu. Za kartki pauzują bowiem Jarosław Chwastek i Marcin Klaczka. Zastąpić ich mają odpowiednio Grzegorz Miłkowski i Tomasz Michalski. Czy sobie poradzą?

Autor artykułu: (kast)

Eksperci debatowali na temat jakości wody

Tuesday, November 14th, 2000

Dostosowanie się Polski do wymogów Unii Europejskiej spowoduje wzrost ceny wody i ścieków. Blisko sto osób zapoznawało się przez dwa dni z tą problematyką.

Do czasu wejścia do Unii na pewno nie zdążymy dostosować naszych przepisów do unijnych, ale negocjowany jest 8-letni okres przejściowy. Spełnienie europejskich norm wymagać będzie dużych nakładów z budżetów gmin i konsumentów.
O tym, jak powinno być, mówili zebranym eksperci Komisji Europejskiej oraz praktycy z Belgii, Francji, Niemiec, Holandii i Włoch.

- Nie ma innego sposobu, jak zbudowanie rurociągu, którym oczyszczone ścieki będą odpływać w morze, daleko od brzegu – odpowiedział przedstawiciel Francji na pytanie, co zrobić ze ściekami, odprowadzanymi do zbiorników, gdzie istnieją kąpieliska.
Takie rozwiązanie czeka m.in. gminy w rejonie oczyszczalni Dębogórze, jeżeli zechcą urządzać kąpieliska morskie w rejonie Kępy Oksywskiej.

- Wymogi Unii Europejskiej spełnia po uzdatnieniu woda pitna, pochodząca z ujęcia powierzchniowego w Straszynie – powiedziała Izabela Czapczyk, rzecznik Saur Neptun-Gdańsk. – Nie zawsze udaje się spełniać europejskie standardy w przypadku ujęć głębinowych, m.in., w zakresie dopuszczalnej zawartości fluoru i manganu.

W Gdańsku bada się teraz 60 wskaźników jakości wody pitnej. W UE – około stu.

Autor artykułu: (K.N.)

Nie damy zamknąć browaru

Tuesday, November 14th, 2000

- Żona zrozumie, ale co ja powiem pięciorgu dzieciom, kiedy stracę pracę – mówi pan Stanisław, pracownik warzelni Browaru Heweliusz, który w przyszłym roku ma zostać zlikwidowany.

Jeśli do tego dojdzie, pracę straci 187 osób. Większość załogi pracuje tam od ponad 10 lat. Są i tacy, którzy od 40 lat przyjeżdżają na ulicę Kilińskiego we Wrzeszczu, gdzie mieści się browar.

Chociaż likwidacja jest już praktycznie przesądzona, żaden z pracowników nie dopuszcza do siebie tej myśli. Wszyscy twierdzą, że nie opuszczą zakładu, nigdy nie zgodzą się na jego zamknięcie i do pracy będą przychodzić nadal.

- Liczymy na pomoc władz miasta. To moralny obowiązek włodarzy. Ten browar ma pracować, nie chcemy zapomóg – kategorycznie stwierdza Janina Lesińska, przewodnicząca Związku Zawodowego NSZZ “Solidarność `80″.

- Nie wierzymy w tłumaczenia prezesa Grupy Żywiec Alle Ypma, że zamknięcie browaru jest spowodowane nierentownością zakładu. Przecież Heweliusz w rankingach międzynarodowych zajmuje górne lokaty – mówią pracownicy. – Holendrzy tylko po to wykupili browar, żeby go zlikwidować. Chcą zrobić z Polski rynek zbytu. To nie do pomyślenia, że Holendrzy podjęli decyzję o wyrzuceniu nas z zabytkowego browaru w przeddzień Święta Niepodległości.

Nikt z załogi nie wierzy również w atrakcyjne oferty pracy, które właściciel browaru zobowiązał się przedstawić załodze. Z dotychczasowych 99 propozycji, trzy osoby, zdecydowały się z nich korzystać. Zdaniem załogi, reszta jest nie do przyjęcia.

Autor artykułu: Iwona Rodziewicz