Urodził się z dwoma garbami i ciemną sierścią na całym ciele. Nie zajmowali się nim jednak żadni medycy, bo jego rodzice i opiekunowie przyjmują go takim, jaki jest. Przecież u wielbłądów to normalne…
Mały ma dopiero dziesięć dni, a waży już 40 kilo. Jest rozbrykany, ciągle głodny i wszystkich zaczepia w poszukiwaniu zabawy. Mowa o dwugarbnym wielbłądzie-baktrianie, który mieszka na prywatnej posesji Artura Pyki ze Sławna. Narodziny Malucha – bo takie “robocze” imię nadali mu opiekunowie – w takich warunkach to bardzo rzadki przypadek.
Wielbłąd przyszedł na świat bez pomocy lekarzy, poród przyjmowali sami opiekunowie. Pierwsze problemy pojawiły się dopiero później, bo Marysia nie była zbytnio przygotowana do roli matki.
- Musieliśmy karmić Malucha butelką i podtrzymywać go, gdyż miał za słabe nogi. Po trzech dniach Marysia poczuła się jednak w obowiązku i zaczęła sama karmić – dodaje Artur Pyka.
Teraz wszystko jest już w największym porządku. Maluch cały czas chodzi u boku matki, ale kiedy w okolicach pojawi się ktoś nowy, nie stroni od zabawy. Jedynie ojciec jest odizolowany od swojego syna. Teodor waży bowiem ponad 800 kilogramów i mógłby zgnieść syna.
Autor artykułu: (BIR)