Archive for May, 2001

Młodzi wokaliści w MDK

Thursday, May 31st, 2001

W Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Bema gościli wczoraj młodzi wokaliści ze szkół
i gimnazjów województwa pomorskiego. Spotkali się na corocznym Wojewódzkim Przeglądzie Wokalistów.

Przegląd odbywa się w ramach Festiwalu Dziecięcych i Młodzieżowych Zespołów Artystycznych. Mogą w nim wziąć udział uczniowie szkół podstawowych, gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych oraz podopieczni placówek wychowania pozaszkolnego na terenie całego województwa pomorskiego. Tegoroczny przegląd zgromadził 44 uczestników, w trzech kategoriach wiekowych: 7 – 12 lat, 13 – 15 lat, 16 – 21 lat. Najlepszymi okazali się; w kategorii najmłodszych: I miejsce – Anna Stankiewicz z SP nr 44 w Gdańsku, II – Basia Spaleniak z SP nr 23 w Gdyni, III – Michał Knut z SP nr 1 w Kartuzach; w kategorii 12 – 15 lat I miejsce zajęła Ewa Nowacka z SP nr 31 w Gdyni, II – Karolina Styn SP w Pucku, III – Magda Manczur z SP nr 44 w Gdańsku. Wśród najstarszych uczestników I nagrodę otrzymała Magdalena Ciarkowska z Pałacu Młodzieży w Gdańsku, II – Marek Gerwatowski z Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Rumi, III – Alicja Giętkowska z XIX LO w Gdańsku. Jury ufundowało też nagrody specjalne za indywidualność. Otrzymały je: M. Ciarkowska i E. Nowacka. Są to zaproszenia do Teatru Muzycznego na wybrane przedstawienie.

Autor artykułu: (mok)

Strajk trwa

Thursday, May 31st, 2001

W stołówce Morskiego Terminalu Masowego gdyńskiego portu trwa strajk głodowy ośmiu pracownic Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Usługowego OSBO, które domagają się godziwych stawek za swoją pracę przy sprzątaniu i wydawaniu posiłków.

- OSBO to spółka pracownicza zatrudniająca 28 osób. Do tej pory stawka za utrzymanie metra kwadratowego wynosiła 6,67 złotego. Obecnie Morski Terminal Masowy chce zmniejszyć stawkę do 4 zł – mówi Jerzy Borowicki, prezes firmy OSBO. – Myślimy o zmniejszeniu kosztów własnych, jednakże obniżka stawki w sposób znaczny zmniejszy dochody pracowników. Sytuacja jest gorsza, niż by się mogło wydawać, gdyż czujemy na plecach oddech konkurencji w postaci zakładu pracy chronionej, chcącej pracować za stawkę 2,40 zł. – Port nie ma dobrych osiągnięć ekonomicznych dlatego też musimy oszczędzać. Zgodnie z ustaleniami z 29 maja możemy zaoferować 4 zł za metr kwadratowy – podkreśla Bogdan Buczko, dyrektor ds. technicznych Morskiego Terminalu Masowego. – Pierwszy kwartał 2001 roku to deficyt. Jesteśmy zmuszeni szukać dosłownie wszędzie rezerw. Głodujące pracownice OSBO są zdeterminowane i chcą protestować do skutku.

Autor artykułu: (A)

Najlepsze komiksy polskie i europejskie w ofercie wydawniczej Egmont Polska

Thursday, May 31st, 2001

Przedstawiamy internautom najnowsze komiksy, wydane przez Egmont Polska.

Kajtek i Koko w kosmosie. Scen. i rys. Janusz Christa.

Wielki powrót najsłynniejszego duetu polskiego komiksu, w najsłynniejszym komiksie prasowym powojennej Polski. Pierwotnie historia o kosmicznych podbojach marynarzy Kajtka i Koka (ich przodkami są dzielni woje Kajko i Kokosz) ukazywała się w Wieczorze Wybrzeża od 1968 do 1972. Była to więc prawdziwa kosmiczna odyseja. Codziennie pojawiał się nowy odcinek, precyzyjnie i dokładny rozrysowany na cztery kadry, kończący się suspensem i tworzący spójną całość z resztą historii. Janusz Christa, znany w okresie twórczości prasowej z nietworzenia scenariuszy, miał prawdziwą możliwość nieskrępowanego eksploatowania swojej wyobraźni przez stworzonych 1270 pasków. Kajtek i Koko, odwiedzają nowe planety, które tylko z początku zamieszkują złowieszcze roboty i cybernetyczne cywilizacje. W miarę rozwoju historii coraz częściej pojawiały się spotkania z prehistorycznymi ludami, co pozwalało Chriście przećwiczyć “średniowieczny” styl zanim ostatecznie podążył w przeszłość śladami Kajka i Kokosza.
“Kajtek i koko w kosmosie” to festiwal dobrego humoru, kosmiczna odyseja pozwoliła autorowi dobitnie podkreślić różnice między dwoma głównymi bohaterami: bufonowatym, dobrodusznym olbrzymem ze skłonnością do fanfaronady Kokiem a pragmatycznym, ironicznym i szlachetnym Kajtkiem. Co więcej, “dzięki” ingerencji pozaziemskich czynników, bohaterowie zamieniają się osobowościami, co powoduje dodatkowy efekt komiczny. Raz nawet autorowi, tworząc komiks, udało się… przewidzieć przyszłość! W grudniu 1970 Christa zjawił się w redakcji Wieczoru Wybrzeża z kolejną porcją pasków. Jednym z elementów aktualnej przygody Kajtka i Koka było podpalenie szałasu lokalnego kacyka. Po robotniczych protestach na Wybrzeżu – stoczniowcy podpalili komitet partii komunistycznej w Gdańsku – ten epizod nie mógł ujrzeć światła dziennego. Christa w pośpiechu dorysowywał nowy epizod, a dopiero niedawno fanatycy komiksu trafili na ślad tej historii. Christa kilkakrotnie mylił także numeracje pasków i chociaż ostatni z kosmiczną przygodą, wydrukowany w Wieczorze Wybrzeża miał numer 1265, to faktycznie ukazało się ich o pięć więcej. Ile więcej powstało – o tym historia i Christa zgodnie milczą.
Do wydania Egmontu wybrano tylko 1120 pasków – początek opowieści Christa przeredagował kilka lat temu gdy była szansa na wydanie albumów w kilkunastu kolorowych częściach.
Długość serialu (i objętość wydanego przez Egmont albumu) jest efektem popularności jaką zdobyła opowieść, według legendy kilkakrotnie Kajtek i Koko zbliżali się do ziemi, ale protesty czytelników pozwoliły im wylądować dopiero po czterech latach. Popularność serialu nie wykraczała niestety poza zasięg ukazywania się Wieczoru Wybrzeża, ale legenda jego istnienia jest od trzydziestu lat bardzo żywa wśród fanów komiksu w Polsce. Zawrotne ceny na klubowych giełdach osiągały nawet kserowane fragmenty tej opowieści, a co dopiero mówić o oryginalnych paskach. Ale wydanie przez Egmont Polska całej historii w jednym albumie to nie tylko miód na serca komiksowych zbieraczy. To próba oddania hołdu twórcy literatury międzypokoleniowej, który poza kręgami odbiorców komiksu pozostaje zupełnie nieznany. Album jako się rzekło ma potężną objętość – 560 stron i wyglądem przypomina raczej leksykon, czy małą encyklopedię niż tradycyjnie pojmowany komiks. Wydając go Egmont wysyła także wyraźny sygnał do swoich krytyków, że nie odcina się od polskich twórców. Monumentalne dzieło Janusza Christy znalazło godną oprawę, ten komiks po prostu trzeba mieć. “Kajtek i Koko w kosmosie” to komiks unikatowy nawet na skalę światową – utrzymać tak obszerną fabułę w spójnej formie przez 560 stron jest rzeczą niewykonalną dla wielu literatów, więc wyczyn to iście mistrzowski dla pisarza jednocześnie rysującego swoją opowieść.

Skarga Utraconych Ziem: Pani Gerfaut. Scen Jean Dufaux, rys. Grzegorz Rosiński.

Trzeci album o mrocznej historii rodu księżniczki Sioban. Siły drzemiące wokół rodu Białego Lwa próbuje wykorzystać Madame Gerfaut, uciekająca się do swatania swego syna ze Sioban. Nad księżniczką zawisa groźba czarnej magii… Komiks zdecydowanie lepiej się czyta i ogląda niż streszcza, dlatego rzecz lepiej nabyć. Także z innego powodu: edytorsko komiks jest bez precedensu – kredowy papier, dotąd nie oglądany w Polsce oddaje całą gamę kolorów, jakimi kolorystka serii – Grażyna Kasprzak (żona współautora Yansa) – wzbogaciła wizualnie historię.

Władze Miasta zmagają się z problemem nielegalnych “polowań” na Zewnętrznych jakie dla wynaturzonej rozrywki nielegalnie urządzają sobie oligarchowie Miasta. Zewnętrzni dodatkowo proszą miasto o ochronę przed tajemniczym potworem, który podobno żyje w lodowych górach.
Odkąd buntownik Yans został jednym z członków władz Miasta, opowieść nabrała innego tempa. Wydawane przez Egmont albumy opowiadają już o “nowym” Yansie i można swobodnie oddać się ich lekturze nawet nie znając poprzednich części. Przeszłość powraca tylko jako dalekie echo, gdzieś w rozmowach bohaterów. A uważni oglądacze komiksów na pewno znajdą przyjemność w odgadywaniu, które z kadrów rysował Kasprzak, a które Rosiński.

Mały Sprytek: Powiedz pani “Dzień Dobry!”. Scen. i rys. Tome i Janry, kolory Stephane de Becker.

Najprzedniejsza rozrywka, raczej dla dorosłej młodzieży niż dzieci, mimo wybitnie dziecięcej formy. Sprytek jest wyjątkowo wyszczekanym chłopcem, a fabuła jego przygód nieodmiennie krąży wokół spraw damsko-męskich. Z dziecięcego punktu widzenia Sprytek zgłębia tajniki intymnego pożycia dorosłych wokół niego, wespół z kolegami ze szkoły intensywnie próbując nawiązać własne. Komiks jako dzieło Francuzów ma jednak nieodparty wdzięk i nie przekracza cienkiej granicy subtelnej ironii na rzecz niewybrednych żartów. To dobra zabawa, z filuternym przymrużeniem oka.

Komiksy recenzował
Arkadiusz Bilecki “Dziennik Bałtycki”

Autor artykułu: Arkadiusz Bilecki

W pośpiechu na bruk

Tuesday, May 29th, 2001

Kilkudziesięciu pracowników zlikwidowanego w miniony piątek Przedsiębiorstwa Dystrybucji Hevelius zebrało się wczoraj w siedzibie zakładu w Gdańsku Kokoszkach. Negocjowali z likwidatorem firmy warunki zwolnień z pracy.

- O tym, że przedsiębiorstwo przestało istnieć dowiedzieliśmy się w trakcie pracy, wiele osób poinformowano telefonicznie, żeby już nie rozładowywali towaru – mówią rozżaleni pracownicy. – Wielu z nas pracowało w tym zakładzie przez dziesiątki lat, mamy małą szansę przekwalifikowania się.

PD Hevelius wydzielono z browaru w 1996 roku. Po pewnym czasie właścicielem firmy stało się przedsiębiorstwo Analda, obecnie wchodzące w skład Grupy Żywiec SA.
- To nieprawda, że likwidacja PD Hevelius była decyzją nagłą – twierdzi Krzysztof Rut, rzecznik prasowy Grupy Żywiec. – Co najmniej od początku roku było wiadomo, że kondycja finansowa zakładu była słaba i może się to zakończyć likwidacją.
Dystrybucją produktów Grupy Żywiec będą się teraz zajmowały firma Analda oraz Żywiec Trade. Bez pracy pozostało 68 osób. Dostaną odprawy w wysokości trzymiesięcznej pensji.
- Zlikwidowali nas tak samo, jak browar. Chodzi o wyeliminowanie jakiejkolwiek konkurencji i opanowanie wszystkiego przez spółki zarządzane centralnie z Żywca – mówi Andrzej Kubowicz, przewodniczący NSZZ “Solidarność ’80″, największej organizacji związkowej w PD Hevelius.

Autor artykułu: (wrób)

Emisja obligacji nie rozwiąże problemów szpitali

Tuesday, May 29th, 2001

Zamiany wierzytelności szpitali na obligacje nie rozwiążą ich problemów finansowych, pomoże tylko szpitalom przetrwać najtrudniejszy okres – uważają dyrektorzy pomorskich szpitali.
Spółka Pharmag SA, jeden z największych dystrybutorów farmaceutycznych w Polsce, zamierza poprzez program tzw. sekurytyzacji zamienić należności, których nie są w stanie spłacić szpitale na papiery wartościowe.

Szpitale, które przyjmą tę propozycję i spełnią kryteria ustalone przez Pharmag SA (nie mogą mieć zbyt dużego zadłużenia) nie będą musiały płacić za leki przez kilka lat. Niezapłacone rachunki Pharmag SA przekaże zależnej spółce Pharmag HM, która wyemituje obligacje. Środkami zarobionymi na ich sprzedaży Pharmag HM zapłaci spółce-matce za przejęte długi. Obsługą transakcji zajmie się BRE Bank.

Sekurytyzacja nie rozwiąże jednak problemów finansowych szpitali; nie zlikwiduje starych długów, tylko ograniczy zaciąganie nowych.
- To dobra propozycja i bezpieczna dla szpitali – ocenia Witold Namyślak, wicemarszałek województwa pomorskiego. – To jednak tylko zobowiązania odroczone w czasie. Ta pomoc będzie skuteczna pod warunkiem, że w systemie znajdzie się więcej pieniedzy i szpitale dokonają restrukturyzacji.

Spółka Pharmag SA poprawi tym sposobem swoją płynność finansową, zagrożoną przez szpitale, które nie mają czym płacić za leki. Na propozycji Pharmagu SA zyskają też pomorskie szpitale, które również straciły płynność finansową. Sytuacja staje się niebezpieczna, gdy długi szpitali kupują firmy nastawione na szybki zysk. Sprzedają je wtedy nie wiadomo komu. Zarabiają na hodowaniu długów, licząc na wysokie odsetki, mogą też w przyszłości przejąć szpital.

W przypadku Pharmagu HM nie ma tego zagożenia, gdyż spółka ani na moment nie straci kontroli nad wierzytelnościami. Szpitale będą mogły je spłacać spółce Pharmag HM.
- Niedobór środków utrudnia funkcjonowanie placówek służby zdrowia – twierdzą dyrektorzy szpitali. – Często brakuje im pieniędzy na rzeczy najbardziej niezbędne: leki, środki higieny, sprzęt medyczny. Leki stanowią drugą, po płacach pozycję w wydatkach szpitala. Niezapłacone rachunki mogą oznaczać blokadę dostaw. A to oznacza, że szpital może nie mieć czym leczyć chorych. Program Pharmagu SA pozwoli odroczyć rozliczenie ze szpitalami do czasu, kiedy szpitale osiągną równowagę finnasową.

Autor artykułu: Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Majowe kwitnienia

Tuesday, May 29th, 2001

Sopot wytrwale święci swoje stulecie. Od weekendu dwiema kolejnymi wystawami w Państwowej Galerii Sztuki. Pierwsza to wystawa prac sopockiego nowojorczyka Andrzeja Dudzińskiego zatytułowana “Koperty. Prace na papierze”.

Druga to ekspozycja zbiorowa Związku Polskich Artystów Plastyków “Człowiek u progu XXI wieku”. I jakby tego było mało, jeszcze w cyklu “Gdańsk dla Sopotu” w galerii STS otwarta została Łukasza Chimiaka wystawa fotografii secesyjnego witrażu “Szklane kwiaty”. Wystawa ZPAP to zarazem forma uczczenia jubileuszu dziewięćdziesięciolecia związku. Bierze w niej udział prawie czterdziestu wybrzeżowych artystów i – jak zapewniają kuratorzy Bartłomiej i Jakub Błażejowscy – nikt nie został odrzucony, kto zgłosił akces tudzież odpowiadał skromnym wymaganiom pomysłodawców: człowiek, figuratywność.

Nowych dzieł, wykonanych specjalnie na tę okoliczność, autorzy raczej nie prezentują. Toteż i trudno oczekiwać zaskoczenia. Rzecz w tym, aby ze znanych “wyrazów” ułożyć nowe zdanie. Czy się udało – zdania są podzielone. Na pewno można spotkać się tam z dziełami artystów, których się zna i lubi, i to jest niewątpliwa wartość przedsięwzięcia. Np. z rzeźbami Stanisława Gierady i Kazimierza Kalkowskiego, z subtelnym humorem pasteli Jakuba Maliszewskiego i rubasznym – olejów Wiesława Matuszka, z nie do końca zrozumiałymi szyderstwami Andrzeja Lipniewskiego i apokaliptykami Dariusza Syrkowskiego. Można wreszcie zobaczyć, a nawet się rozczulić, grafikami użytkowymi seniorki tej wystawy, Beaty Słuszkiewicz-Kaczorowskiej.

Całkowitym zaskoczeniem za to jest wystawa “Koperty” Andrzeja Dudzińskiego, sopocianina przez całą młodość, nowojorczyka dojrzałych lat. Twórca ptaka Dudi z lat siedemdziesiątych i Pokraka z lat dziewięćdziesiątych pokazuje najnowsze prace, radykalnie odbiegające od wizerunku Dudzińskiego – satyryka. Prace sięgające natomiast poetyki rysunku dziecka i regionów abstrakcji. Czy nie obawia się ryzyka pokazania swojej “ciemnej” strony? (Rozmowa poniżej).

Łącznikiem pomiędzy tymi wystawami a następną imprezą, mianowicie świętojańskim kiermaszem książkowym współfirmowanym przez Nadbałtyckie Centrum Kultury i Wydawnictwo “Bernardinum” z Pelplina, jest otwarta w kościele św. Jana w Gdańsku wystawa grafiki książkowej siedmiorga artystów: Magdaleny Bryczkowskiej i Grażyny Rigall, Małgorzaty Golińskiej, Ewy Poklewskiej-Koziełło, Agnieszki Żelewskiej, Piotra Kazigrotowskiego i Wojciecha Kołyszki. Ostatni w sobotę poprowadził warsztaty plastyczne dla dzieci i ich rezultaty uzupełniają wystawę. Spośród nich rekomenduję anonimową pracę “Myszka Miki i morderczy ser”: można uśmiać się serdecznie (“morderczy ser” czeka w łapce na myszy!). Główny akcent wystawy to plakaty do książek (sobie a muzom!) Joanny Remus, reminiscencje polekturowe dzieł, które każdy powinien znać i tym samym ma możliwość porównania wrażeń.

W trzydniowym kiermaszu wzięły udział cztery oficyny: wspomniane “Bernardinum”, słowo/obraz terytoria, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne i “Marpress”. Utarg – taki sobie, ale tu nie o kasę chodziło. Na koniec króciutko o wystawie, którą trzeba koniecznie zobaczyć: “Książka polska w Wilnie w czasach zaborów” (1801 – 1916) przygotowanej w Bibliotece Gdańskiej PAN przez Marię Babnis. Jak zwykle ze znajomością rzeczy i starannością godną najwyższego szacunku. Polecamy nie tylko molom książkowym.

Autor artykułu: Tadeusz Skutnik

Tczewscy wolontariusze w Poznaniu

Monday, May 28th, 2001

Magdalena Redzimska, Emilia Nowińska, Marcelina Nowak, Adrianna Zalewska, Damian Tomczyk i Kazimierz Cymanowski reprezentowali powiat tczewski w VII ogólnopolskiej edycji Konkursu Samorządowego Nastolatków Ośmiu Wspaniałych, którego finał odbył się w Poznaniu oraz Wrześni.

- W tegorocznym finale wzięło udział 500 osób – powiedział nam Jerzy Cisewski, członek Zarządu Powiatu i jeden z jurorów. – Niestety, do ścisłego finału naszym reprezentantom nie udało się dostać. Jednak jesteśmy dumni i możemy powiedzieć, że nasza młodzież bez kompleksów potrafi stanąć obok innych wspaniałych z całej Polski.

Młodzież tczewską, której towarzyszył Marek Modrzejewski, starosta tczewski, chwalono za kreatywność i otwartość na potrzeby ludzkie, za jej zdyscyplinowanie i odpowiedzialność. Uroczysta gala finału VII edycji konkursu Ośmiu Wspaniałych oraz prezentacja finalistów odbyła się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Tutaj zorganizowano również występy artystyczne, m.in. koncert Chóru Męskiego i Chłopięcego Poznańskie Słowiki.

Młodzi społecznicy mieli również okazję do zwiedzania Poznania, złożyli kwiaty pod pomnikiem Czerwca 1956. Wieczorem uczestniczyli w majówce na poznańskiej Malcie.
- Było wspaniale – mówią tczewscy wspaniali. – Na Malcie odbył się koncert zespołu Żuki. Bawiliśmy się doskonale. Jesteśmy zadowoleni, że starostwo umożliwiło nam wyjazd do Poznania i dumni, że reprezentowaliśmy nasz powiat i spotkaliśmy się z młodzieżą z całej Polski.

Autor artykułu: (mt)

Prawybory Platformy Obywatelskiej na Kociewiu

Monday, May 28th, 2001

Grażyna Paturalska ze Starogardu i Zenon Odya z Tczewa uzyskali największe poparcie na Kociewiu w prawyborach zorganizowanych przez Platformę Obywatelską. W Starogardzie odbyły się prawybory, w których uczestniczyli sympatycy Platformy Obywatelskiej z powiatów starogardzkiego i tczewskiego.

- Aby uczestniczyć w prawyborach należało złożyć deklarację poparcia dla Platformy Obywatelskiej – powiedział nam starogardzianin, Jarosław Kruczek. – Złożyłem ją, ponieważ Stronnictwo Konserwatywno-Liberalne, którego jestem członkiem, weszło w struktury nowej organizacji. Zdecydowałem się głosować, ponieważ prawybory dają możliwość decydowania o tym, kto znajdzie się na listach wyborczych.

Łącznie uprawnionych do głosowania było 700 osób. Swoje głosy oddały 223 osoby, głosów ważnych było 219. Największym poparciem Kociewiaków cieszy się Grażyna Paturalska, która uzyskała 201 głosów. Tylko o jeden głos mniej otrzymał prezydent Tczewa, Zenon Odya. Na kolejnych miejscach znaleźli się: Leszek Czarnobaj z Kwidzyna (183 głosy), Józef Tyniec z Malborka (175), Jarosław Górecki z Gdańska (163) i Maciej Płażyński z Gdańska (125). Pozostali kandydaci uzyskali poniżej 40 głosów. W oddzielnym głosowaniu na lidera pomorskiej Platformy najwięcej, 97 głosów, uzyskał Maciej Płażyński, druga była Grażyna Paturalska – 84 głosy. Pozostali kandydaci otrzymali poniżej dziesięciu głosów.

Autor artykułu: (toro)

Po góralsku, kaszubsku, kociewsku…

Monday, May 28th, 2001

Przez trzy dni tczewska publiczność bawiła się w klimacie różnych tradycji na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Rodzinnej Familia – Tczew 2001. Posłuchać było można muzyki rosyjskiej, białoruskiej i litewskiej, a także góralskiej, kociewskiej i kaszubskiej. Nie zabrakło również utworów poważnych.

Do Tczewa przyjechali laureaci poprzednich konkursów i zupełnie nowi wykonawcy. Jury miało nie lada problem z wytypowaniem zwycięzców.Sobotni koncert laureatów na bulwarze nad Wisłą w namiocie cyrku Syrena zgromadził tłumy. Impreza rozpoczęła się rozdaniem nagród, co zdaniem niektórych osób zasiadających na widowni, trwało trochę za długo. Po uhonorowaniu laureatów rozpoczęła się wspaniała zabawa, zwłaszcza kiedy na arenie pojawili się artyści cyrkowi. Fakir, szkło, połykanie ognia i węże robiły wrażenie.

Ci wszyscy, którym nie było dane wziąć udziału w przeglądzie ani koncercie laureatów, mogli usłyszeć i obejrzeć niektóre z rodzinnych zespołów w kościołach, podczas niedzielnych mszy świętych. Uczestnicy festiwalu zagrali w Tczewie, Pelplinie i Starogardzie Gd. IV Międzynarodowy Festiwal Muzyki Rodzinnej Familia – Tczew 2001 zakończył się happeningiem zespołu Spielmannszug z Weder/Havel z Niemiec. Odbył się on na pl. Hallera, a zespół otrzymał specjalną nagrodę, ufundowaną przez Bożenę Szczepańską, prezesa Fundacji Domu Kultury i Ludwika Kiedrowskiego, dyrektora festiwalu. Przegląd wpisał się już do najważniejszych wydarzeń kulturalnych miasta.

Autor artykułu: (mt)

W Sopocie powstają aleje gwiazd

Friday, May 25th, 2001

Kilkanaście alejek odchodzących od nadmorskiej promenady im. F. Mamuszki w Parku Północnym otrzymać ma imiona artystów reprezentujących różne dziedziny sztuki.

Wyróżnieni mają zostać m.in. tragicznie zmarli wokalistka Niebiesko-Czarnych, Ada Rusowicz i Krzysztof Klenczon z Czerwonych Gitar. Spośród literatów Agnieszka Osiecka i Jerzy Afanasjew. Z kręgów sztuki m.in. malarka, Józefa Wnukowa. Tabliczki z ich nazwiskami pojawić się mają po rozstrzygnięciu plebiscytu na lokalizację pomnika Jana Jerzego Haffnera.

- Sopocianie chcieliby, żeby pomnik stanął w Parku Północnym. Od jego lokalizacji uzależniamy nazwy alejek. Alejce, przy której stanie założyciel kurortu, nadamy nazwę nawiązującą do jego postaci – mówi Wojciech Fułek, wiceprezydent miasta. – Werdykt co do lokalizacji zapadnie w połowie czerwca.
Między parkowymi ścieżkami pojawią się kamienne rzeźby, a każde drzewo już pod koniec maja oznaczone zostanie tabliczką z nazwą gatunku, miejscem występowania i wiekiem (najstarsza sosna w parku ma około 200 lat).

Autor artykułu: (vera)