Przedstawiamy internautom najnowsze komiksy, wydane przez Egmont Polska.
Kajtek i Koko w kosmosie. Scen. i rys. Janusz Christa.
Wielki powrót najsłynniejszego duetu polskiego komiksu, w najsłynniejszym komiksie prasowym powojennej Polski. Pierwotnie historia o kosmicznych podbojach marynarzy Kajtka i Koka (ich przodkami są dzielni woje Kajko i Kokosz) ukazywała się w Wieczorze Wybrzeża od 1968 do 1972. Była to więc prawdziwa kosmiczna odyseja. Codziennie pojawiał się nowy odcinek, precyzyjnie i dokładny rozrysowany na cztery kadry, kończący się suspensem i tworzący spójną całość z resztą historii. Janusz Christa, znany w okresie twórczości prasowej z nietworzenia scenariuszy, miał prawdziwą możliwość nieskrępowanego eksploatowania swojej wyobraźni przez stworzonych 1270 pasków. Kajtek i Koko, odwiedzają nowe planety, które tylko z początku zamieszkują złowieszcze roboty i cybernetyczne cywilizacje. W miarę rozwoju historii coraz częściej pojawiały się spotkania z prehistorycznymi ludami, co pozwalało Chriście przećwiczyć “średniowieczny” styl zanim ostatecznie podążył w przeszłość śladami Kajka i Kokosza.
“Kajtek i koko w kosmosie” to festiwal dobrego humoru, kosmiczna odyseja pozwoliła autorowi dobitnie podkreślić różnice między dwoma głównymi bohaterami: bufonowatym, dobrodusznym olbrzymem ze skłonnością do fanfaronady Kokiem a pragmatycznym, ironicznym i szlachetnym Kajtkiem. Co więcej, “dzięki” ingerencji pozaziemskich czynników, bohaterowie zamieniają się osobowościami, co powoduje dodatkowy efekt komiczny. Raz nawet autorowi, tworząc komiks, udało się… przewidzieć przyszłość! W grudniu 1970 Christa zjawił się w redakcji Wieczoru Wybrzeża z kolejną porcją pasków. Jednym z elementów aktualnej przygody Kajtka i Koka było podpalenie szałasu lokalnego kacyka. Po robotniczych protestach na Wybrzeżu – stoczniowcy podpalili komitet partii komunistycznej w Gdańsku – ten epizod nie mógł ujrzeć światła dziennego. Christa w pośpiechu dorysowywał nowy epizod, a dopiero niedawno fanatycy komiksu trafili na ślad tej historii. Christa kilkakrotnie mylił także numeracje pasków i chociaż ostatni z kosmiczną przygodą, wydrukowany w Wieczorze Wybrzeża miał numer 1265, to faktycznie ukazało się ich o pięć więcej. Ile więcej powstało – o tym historia i Christa zgodnie milczą.
Do wydania Egmontu wybrano tylko 1120 pasków – początek opowieści Christa przeredagował kilka lat temu gdy była szansa na wydanie albumów w kilkunastu kolorowych częściach.
Długość serialu (i objętość wydanego przez Egmont albumu) jest efektem popularności jaką zdobyła opowieść, według legendy kilkakrotnie Kajtek i Koko zbliżali się do ziemi, ale protesty czytelników pozwoliły im wylądować dopiero po czterech latach. Popularność serialu nie wykraczała niestety poza zasięg ukazywania się Wieczoru Wybrzeża, ale legenda jego istnienia jest od trzydziestu lat bardzo żywa wśród fanów komiksu w Polsce. Zawrotne ceny na klubowych giełdach osiągały nawet kserowane fragmenty tej opowieści, a co dopiero mówić o oryginalnych paskach. Ale wydanie przez Egmont Polska całej historii w jednym albumie to nie tylko miód na serca komiksowych zbieraczy. To próba oddania hołdu twórcy literatury międzypokoleniowej, który poza kręgami odbiorców komiksu pozostaje zupełnie nieznany. Album jako się rzekło ma potężną objętość – 560 stron i wyglądem przypomina raczej leksykon, czy małą encyklopedię niż tradycyjnie pojmowany komiks. Wydając go Egmont wysyła także wyraźny sygnał do swoich krytyków, że nie odcina się od polskich twórców. Monumentalne dzieło Janusza Christy znalazło godną oprawę, ten komiks po prostu trzeba mieć. “Kajtek i Koko w kosmosie” to komiks unikatowy nawet na skalę światową – utrzymać tak obszerną fabułę w spójnej formie przez 560 stron jest rzeczą niewykonalną dla wielu literatów, więc wyczyn to iście mistrzowski dla pisarza jednocześnie rysującego swoją opowieść.
Skarga Utraconych Ziem: Pani Gerfaut. Scen Jean Dufaux, rys. Grzegorz Rosiński.
Trzeci album o mrocznej historii rodu księżniczki Sioban. Siły drzemiące wokół rodu Białego Lwa próbuje wykorzystać Madame Gerfaut, uciekająca się do swatania swego syna ze Sioban. Nad księżniczką zawisa groźba czarnej magii… Komiks zdecydowanie lepiej się czyta i ogląda niż streszcza, dlatego rzecz lepiej nabyć. Także z innego powodu: edytorsko komiks jest bez precedensu – kredowy papier, dotąd nie oglądany w Polsce oddaje całą gamę kolorów, jakimi kolorystka serii – Grażyna Kasprzak (żona współautora Yansa) – wzbogaciła wizualnie historię.
Władze Miasta zmagają się z problemem nielegalnych “polowań” na Zewnętrznych jakie dla wynaturzonej rozrywki nielegalnie urządzają sobie oligarchowie Miasta. Zewnętrzni dodatkowo proszą miasto o ochronę przed tajemniczym potworem, który podobno żyje w lodowych górach.
Odkąd buntownik Yans został jednym z członków władz Miasta, opowieść nabrała innego tempa. Wydawane przez Egmont albumy opowiadają już o “nowym” Yansie i można swobodnie oddać się ich lekturze nawet nie znając poprzednich części. Przeszłość powraca tylko jako dalekie echo, gdzieś w rozmowach bohaterów. A uważni oglądacze komiksów na pewno znajdą przyjemność w odgadywaniu, które z kadrów rysował Kasprzak, a które Rosiński.
Mały Sprytek: Powiedz pani “Dzień Dobry!”. Scen. i rys. Tome i Janry, kolory Stephane de Becker.
Najprzedniejsza rozrywka, raczej dla dorosłej młodzieży niż dzieci, mimo wybitnie dziecięcej formy. Sprytek jest wyjątkowo wyszczekanym chłopcem, a fabuła jego przygód nieodmiennie krąży wokół spraw damsko-męskich. Z dziecięcego punktu widzenia Sprytek zgłębia tajniki intymnego pożycia dorosłych wokół niego, wespół z kolegami ze szkoły intensywnie próbując nawiązać własne. Komiks jako dzieło Francuzów ma jednak nieodparty wdzięk i nie przekracza cienkiej granicy subtelnej ironii na rzecz niewybrednych żartów. To dobra zabawa, z filuternym przymrużeniem oka.
Komiksy recenzował
Arkadiusz Bilecki “Dziennik Bałtycki”
Autor artykułu: Arkadiusz Bilecki