Tczew. Zmiany na stanowiskach miejskich placówek kulturalnych i sportowych

February 5th, 2002

Wiele kontrowersji wśród lokalnej społeczności wzbudzają wybory mało znanych osób na kierownicze stanowiska w obiektach należących do miasta, głównie w Tczewskim Centrum Sportu i Turystyki w Hali Miejskiej Milenium. – Nasi urzędnicy robią to dość ostentacyjnie, nie licząc się z opinią mieszkańców – mówią Czytelnicy “Dziennika”.

- O wyborze jakiegoś człowieka na eksponowane stanowisko dowiadujemy się po czasie i to najczęściej z prasy, na łamach której władze miasta tłumaczą zwykle swój wybór wygraniem przez kandydata konkursu. – Kim są te osoby? Kiedy odbyły się te konkursy? I o co w tym obsadzaniu stanowisk chodzi, jeżeli nie o jakieś znajomości czy koneksje?
- Grzegorz Żemajtis, nowy dyrektor TCSiT przez pół roku sprawił, że do kasy miasta zaczęły wpływać większe niż dotychczas pieniądze z kierowanej przez niego placówki – tłumaczy Anna Misztal-Kowalina, wiceprezydent Tczewa. – Uważałam, że dobre poczynania należy promować, więc napisałam wniosek do Zarządu Miasta o przyznanie mu dłuższego niż roczny kontraktu. Tak się też stało. Pan Żemajtis za efektywność półrocznej pracy dostał angaż i przez najbliższe pięć lat kierować będzie TCSiT.
Koleją osobą budzącą kontrowersje w mieście jest niedawno obsadzone stanowisko zarządcy Hali Miejskiej Millenium w Tczewie (dawny Dom Kultury Kolejarza). Na to stanowisko powołano Marka Maja Z ZGM w Tczewie.

  • Anna Misztal-Kowalina
    wiceprezydent Tczewa

    - Modernizacja Hali Miejskiej Millenium kosztowała miasto prawie 14 mln zł. Uznaliśmy, że dotychczasowy dyrektor TCK, odpowiedzialny za organizację rozrywek kulturalnych, nie może na głowę brać sobie jeszcze obowiązków zarządzania tak dużym obiektem. Nowy zarządca ?Kolejarza? nie będzie więc zajmował się działalnością kulturalną placówki, ale będzie musiał dbać o to, aby obiekt tętnił życiem.

    Autor artykułu: Marzena Tukalska

  • Myśliwi z koła Szarak bawią się i pomagają

    February 4th, 2002

    Członkowie koła myśliwskiego Szarak podczas tegorocznego balu zbierali pieniądze na leczenie siedmiomiesięcznej Agatki Gnisch, która w wieku ośmiu tygodni przeszła przeszczep wątroby.

    - Zwykle dochód z loterii fantowej i innych organizowanych przez nas konkursów przeznaczamy na potrzeby koła – wyjaśnia Tomasz Łopata, współorganizator balu. – Tym razem zwrócono się do nas z prośbą o pomoc małej dziewczynce. Operacja nie przyniosła rezultatu, organizm odrzucił przeszczep, trwa walka o życie dziecka.
    Nie pozostajemy obojętni na ludzką niedolę. Latem, podczas polowania na Kaszubach, kiedy dowiedzieliśmy się o powodzi, spontanicznie zebraliśmy pieniądze na ten cel.

    Podczas zabawy 200 losów rozeszło się błyskawicznie. Można było wygrać skóry z dzika i jenota, biżuterię oraz mnóstwo niespodzianek. Natomiast w 150 pączkach ukrytych było dziesięć pierścionków: osiem srebrnych i dwa złote.
    – Tego wieczoru miałam wyjątkowe szczęście. Wygrałam dwie skóry, z jednej zrezygnowałam, by mógł się nią cieszyć ktoś inny. Nagrodę powieszę na ścianie – mówi Katarzyna Wylot, uczestniczka balu.

    T. Łopata podkreśla, że bal jest okazją do spotkania miłośników łowiectwa i ich przyjaciół.
    – Myślistwo to nie tylko polowania i dokarmianie zwierząt. Ważne są również koleżeńskie kontakty. Gościmy znajomych z zaprzyjaźnionych kół z Malborka, Kaszub i Kaliningradu – mówi T.Łopata. – Staramy się, aby podczas takich imprez wszystko związane było z naszym hobby: nagrody, jedzenie, konkursy.

    Autor artykułu: (ard)

    Wystawa prac Andy Warhola

    February 4th, 2002

    W przyszły piątek, 15 lutego, w oliwskim Pałacu Opatów otwarta zostanie wystawa prac legendy pop-artu, nazywanego królem albo i papieżem, Andy Warhola. “Dziennik” sprawuje patronat prasowy nad wystawą. Rozmowa z dyrektorem Agencji Kontakt, Grzegorzem Furgo.

    - Warhol. Szedł pan przetartą drogą, bo przez Brukselę, Montreal. W Polsce Wrocław, Warszawę… Może nawet dostał pan “gotowca”?

    - Nic nie było gotowego. Mogliśmy wybierać w ofercie. To tak, tamto nie.

    - Co więc pan poleci szczególnie z tej wystawy?

    - Jest bardzo ciekawie ułożona. Postawiliśmy na Warhola, kiedy był kompletnie nieznany. Oraz na Warhola późnego, refleksyjnego. Mogliśmy pojechać szczytem jego twórczości, ale wybraliśmy początek i koniec.

    - Marilyn Monroe zatem nie będzie?

    - Tę zna każdy nieomal. Jest w podręcznikach, encyklopediach. U nas być nie musi. A są za to dwa kapitalne cykle: “Gold Book” czyli “Złota Księga” czy też nieznana na świecie książka kucharska Warhola, przepisywana ręcznie przez jego matkę, z jego ilustracjami. Rarytas! Potem pomijamy grzbiet jego kariery, pokazujemy natomiast fantastyczne rzeczy z okresu późnego, kiedy pięcie się w górę kariery miał za sobą, mógł odetchnąć sławą i cieszyć dostatkiem. Na przykład: cykl zwierząt, które jego zdaniem wyginą, cykl największych Żydów XX wieku, transwestytów z Nowego Jorku oraz mitów amerykańskiej cywilizacji: Santa Claus, Myszka Miki, Batman. Serdecznie zapraszam!

    Autor artykułu: Tadeusz Skutnik

    Nowa sala Polskiej Filharmonii Bałtyckiej

    February 4th, 2002

    Największa inwestycja kulturalna Gdańska ostatnich lat – budowa siedziby Polskiej Filharmonii Bałtyckiej – weszła w nową fazę. Wczoraj odbył się koncert inauguracyjny w Sali Kameralnej, pierwszej w pełni wykończonej sali koncertowej w kompleksie budynków na wyspie Ołowianka.

    Wykonanie pierwszego koncertu w nowym miejscu przypadło w udziale Leszkowi Możdżerowi, najbardziej cenionemu muzykowi, który objawił się w Gdańsku w minionym dziesięcioleciu. Pianista równie swobodnie poruszający się na obszarze jazzu i muzyki klasycznej dał obszerny recital złożony z repertuaru chopinowskiego we własnych aranżacjach oraz autorskich kompozycji.
    Wybór “otwieracza” był znakomity – artysta wykazał się świetną dyspozycją muzyczną i specyficznym humorem. Przerwał swój występ, aby skomplementować salę.
    - Nie wiem, jak państwu, ale mi ta sala bardzo odpowiada – powiedział pianista. – Dochodzą do mnie wszystkie dźwięki, jest wrażenie pełnej bliskości.

    Akustyka sali na 180 osób jest rzeczywiście bez zarzutu. Dźwięk z delikatnym, szlachetnym pogłosem jest czytelnie słyszalny w każdym punkcie pomieszczenia.
    - Projektując salę kierowaliśmy się nie tylko jej przeznaczeniem, ale także tradycją architektoniczną związaną z wykonywaniem muzyki kameralnej – mówi architekt Marcin Kozikowski, główny projektant obiektu. – Odnosimy się bezpośrednio do tradycji koncertów kameralnych epoki klasycznej, klimatem i wystrojem sal, w których dochodziło do prawykonań m.in. Mozarta i Beethovena.

    Gustowny, spokojny projekt utrzymany w różnorodnych odcieniach zieleni zapowiada się na doskonałe otoczenie dla setek udanych kooncertów w przyszłości. Dyrektor PFB profesor Roman Perucki zapowiada coniedzielne koncerty w nowej sali do końca marca i co dwa tygodnie od kwietnia do czerwca.

    Sala będzie starała się przyciągnąć różnorodną publiczność. Oprócz miłośników klasycznej kameralistyki, wiele okazji do wzruszeń znajdą miłośnicy muzyki chóralnej oraz jazzfani. Już w przyszłą niedzielę koncert na Ołowiance da bardzo obiecująca dyplomantka Konserwatorium Moskiewskiego, gdańska pianistka Oliwia Skwara, a 14 i 15 bm. odbędą się dwa koncerty walentynkowe, w których orkiestrę PFB wesprze wirtuoz harmonijki ustnej Zygmunt Zgraja. Prawdziwa uczta czeka na trójmiejskich melomanów pomiędzy 4 a 20. kwietnia. Sala Kameralna PFB będzie jednym z głównych miejc, w których rozegra się festiwal Gdańska Wiosna 2002.
    W przyszłym roku zapowiedziane jest otwarcie Sali Głównej PFB, w której koncert obiecał zagrać już przed kilkoma laty, wielki Krystian Zimerman.

    prof. Roman Perucki
    dyrektor Polskiej Filharmonii Bałtyckiej

    - PFB jest fenomenem na mapie polskich filharmonii. W czasach trudnych dla kultury, gdy kłopoty finansowe ma nawet Filharmonia Narodowa, my możemy pochwalić się dodatnim wynikiem finansowym. Ponad połowę tej nadwyżki zawdzięczamy sponsorom, ale lokalizację i możliwość kontynuowania inwestycji zawdzięczamy władzom wojewódzkim. Harmonijne finansowanie inwestycji umożliwi nam budowa wydzielonego Gdańskiego Forum Gospodarczo-Kongresowego, które zamierzamy oddać już w przyszłym roku.

    Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski

    Plebiscyt sportowy

    February 2nd, 2002

    Wspólnie z Dziennikiem Bałtyckim prowadzimy plebiscyt na najpopularniejszego sportowca powiatu puckiego. Swoje głosy można oddawać do 12 lutego.

  • Najpopularniejszym sportowcem zostanie osoba, która uzyska największą ilość głosów, liczonych łącznie – z internetu oraz z kuponów publikowanych w Dzienniku Bałtyckim.
  • Internauci swoje głosy mogą przesyłać na adres puck@naszemiasto.pl
  • W jednym mailu można przesłać kandydatury 3 sportowców. Przy nazwiskach należy dopisać uprawianą przez nich dyscyplinę. Sportowiec wymieniony na pierwszym miejscu otrzyma 3 pkt, na drugim 2, a na trzecim 1 pkt.

    Autor artykułu: (red)

  • Derby Trójmiasta koszykarek

    February 2nd, 2002

    W sobotę w hali przy ul. Kołobrzeskiej dojdzie do derbów Trójmiasta koszykarek. Bick Black Start Gdańsk podejmuje Lotos VBW Clima Gdynia. Początek o godz. 17.

    W tej konfrontacji zdecydowanym faworytem są mistrzynie Polski. Wszystkie wcześniej rozegrane mecze pomiędzy tymi drużynami kończyły się zwycięstwami koszykarek z Gdyni. Gdyby jednak trochę poszperać w historii gdańskiej koszykówki, można doszukać się jednego wyjątku od tej reguły. Dzisiejszy Lotos VBW Clima jest przecież kontynuatorem nieistniejącej już sekcji kobiecej koszykówki Spójni Gdańsk. Pierwsze derby odbyły się w marcu 1957 roku. Wygrała je Spójnia 56:54. Rewanż odbył się w kwietniu tego samego roku na turnieju w Warszawie. Tam zwyciężył Start 47:42 i było to jedyne jego zwycięstwo nad lokalnym przeciwnikiem.
    W sobotę niespodzianki spodziewać się nie należy. Zbyt duża jest różnica indywidualnych umiejętności pomiędzy zawodniczkami ubu drużyn. Z jednej strony gwiazdy światowego basketu, a z drugiej debiutujące w rozgrywkach ekstraklasy juniorki. Gdyby koszykarki Lotosu chciały w tym spotkaniu ustanowić rekordowo wysokie zwycięstwo, mogłyby wygrać nawet różnicą 100 punktów.

    Do tego chyba jednak również nie dojdzie. Mistrzynie Polski, będą jeszcze czuły w kościach trudy czwartkowego meczu Euroligi z Fenerbahce Stambuł. Z pewnością trener Krzysztof Koziorowicz szybko posadzi na ławce gwiazdy z pierwszej piątki, oszczędzając ich siły na kolejne mecze z zagranicznymi przeciwnikami. Rezerwowe Lotosu i tak powinny dominować nad zdziesiątkowaną drużyną gospodyń. Jeśli kierownictwo PLKK wyrazi zgodę na dokooptowanie do składu wychowanki Startu, 16-letniej Oli Chojnackiej, wówczas trener Aleksander Siewierow będzie miał na ławce rezerwowych pięć zawodniczek.

    Po raz ostatni oba zespoły grały ze sobą 14 listopada 2001. Wówczas w Gdyni Lotos zwyciężył 110:58. Jeśli w rewanżu gdańszczankom uda się przegrać różnicą niższą jak 30 punktów, wynik ten będą mogły poczytywać sobie za sukces.
    W Starcie pojawiły się ,jaskółki”, mogące zwiastować poprawę sytuacji klubu. Gospodarz hali przy ul. Kołobrzeskiej odroczył koszykarkom Startu termin płatności za wynajem obiektku. Wprawdzie nie czynią one jeszcze wiosny (sytuacja finansowa klubu nadal jest fatalna), ale przynajmniej mecze mogą odbywać się w Gdańsku. Oby jak najdłużej.

    Autor artykułu: Adam Suska

    Prezydent obiecał pieniądze

    February 2nd, 2002

    Tydzień pozostał do wznowienia rozgrywek w ekstraklasie szczypiornistów. Fatalna sytuacja finansowa w DGT Wybrzeżu powodowała, że w klubie zastanawiano się nawet nad wycofaniem zespołu z rozgrywek ligowych.

    - Początkowo nie brałem takiej ewentualności pod uwagę, ale teraz wszystko jest możliwe. Łącznie z wycofaniem drużyny z ekstraklasy. Niestety, nie mamy pieniędzy – mówił nam na początku stycznia Henryk Majewski, prezydent GKS Wybrzeże.
    Zawodnicy przez cały czas trenowali, ale i niecierpliwili się. Mijały terminy, a stypendia nie były wypłacane. Szczypiorniści otrzymali połowę pensji przed Świętami Bożego Narodzenia oraz przed tygodniem.
    Tymczasem w czwartek doszło do spotkania piłkarzy ręcznych z prezydentem Majewskim.
    - Prezydent obiecał nam, że 10 każdego miesiąca będziemy mieć na bieżąco wypłacane stypendium – relacjonuje Artur Siódmiak. – Natomiast zaległości być może otrzymamy do końca sezonu, ewentualnie w nowym. To ma być uzależnione od wpływu gotówki do klubu. Prezydent zapewnił, że nie ma mowy o wycofaniu drużyny z rozgrwek. Usłyszeliśmy, że jesteśmy ambitni i mimo trudności, graliśmy i zdobywaliśmy punkty. Pan Majewski uważa, że jesteśmy perspektywicznym zespołem. Ponadto dowiedzieliśmy się, że kłopoty sekcji żużlowej nie mają nic wspólnego z naszymi. Już poprzednio były obietnice odnośnie wypłat i na tym się kończyło. Chcemy być optymistami, ale poczekajmy do 10 lutego. Jeśli otrzymamy pieniądze to będzie dobrze.
    Spotkanie z prezydentem Majewskim ma za sobą także Daniel Waszkiewicz, trener szczypiornistów.
    - Czy dokończymy rozgrywki? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wierzę, że wszystko zako,czy się pomyślnie. Na temat szczegółów rozmowy nie chciałbym się wypowiadać. Padły pewne obietnice, ale tych wcześniej też nie brakowało. Gorzej było z realizacją – powiedział nam trener Waszkiewicz.

    Autor artykułu: Paweł Stankiewicz

    Wysoki standard, wysokie czynsze

    February 1st, 2002

    Zarząd Słupskiego Towarzystwo Budownictwa Społecznego dowie się wkrótce czy będzie mógł rozpocząć w tym roku budowę nowych bloków mieszkalnych. Wszystko zależy od decyzji Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie. Jeśli bank przyzna kredyt budowa na pewno się rozpocznie.

    - Złożyliśmy wszystkie niezbędne dokumenty – wyjaśnia Danuta Pietroń, prezes słupskiego TBS. – Staramy się o 6,6 mln zł. To 70 proc. wartości budowy.
    Dwa nowe bloki mają powstać na osiedlu Westerplatte, przy ul. Franciszka Szafranka. W budynkach będą wybudowane 93 mieszkania (23 jednopokojowe o pow. 33-34 m kw., 56 o pow. 47-55 m kw. oraz 14 o pow. 57-63 m kw.) Prace mają rozpocząć się w lipcu, zakończone zostaną prawdopodobnie w październiku 2003 r.

    - Chętnych do zamieszkania w naszych blokach było więcej niż mieszkań – przyznaje Danuta Pietroń. – Największym zainteresowaniem cieszyły się kawalerki.
    Mieszkania w TBS-ach nie są tanie, ale można w nich zamieszkać nie posiadając dużej gotówki. Nie można ich kupić na własność. Są to lokale czynszowe z czynszem regulowanym, w skład którego wchodzą raty, jakie towarzystwo musi spłacać w ramach zaciągniętego kredytu.

    Średnia miesięczna opłata za mieszkanie o powierzchni 33 m kwadr., w której zamieszkuje jedna osoba wyniesie około 370 zł.
    - Przewidując takie opłaty zakładamy, że najemca musi miesięcznie zarobić co najmniej 1 200 zł – dodaje prezes. – Tylko wówczas mamy pewność, że stać go będzie na utrzymanie mieszkania.
    Rozpoczął się już nabór kandydatów, trwać będzie do 28 czerwca.
    Osoby starające się o mieszkanie w TBS – ach muszą spełniać pewne warunki. Przede wszystkim nie mogą posiadać tytułu prawnego do innego lokalu mieszkalnego w tej samej miejcowości. Muszą posiadać stałe źródło dochodów.

    TBS w Słupsku

    Słupskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego jest Spółką z o.o., w której 100 proc. udziałów posiada miasto. Towarzystwo rozpoczęło działalność 1 września 1997 roku. Od początku funkcję prezesa sprawuje Danuta Pietroń. Do dnia dzisiejszego TBS wybudowało w Słupsku sześć bloków przy ul. J. Fałata.

    Przyszli najemcy

    - osoby skierowane do zamieszkania przez Partycypującego w 20 proc. kosztów budowy mieszkania
    - najemcy zajmujący samodzielne lokale mieszkalne w zasobach komunalnych, którzy pozostawią wolne mieszkanie do dyspozycji Urzędu Miejskiego w Słupsku
    - osoby,które ubiegają się po raz kolejny o przydział mieszkania w TBS
    Bliższe informacje można uzyskać pod nr tel. 845 60 91

    Autor artykułu: JJ

    Wysoki standard, wysokie czynsze

    February 1st, 2002

    Zarząd Słupskiego Towarzystwo Budownictwa Społecznego dowie się wkrótce czy będzie mógł rozpocząć w tym roku budowę nowych bloków mieszkalnych. Wszystko zależy od decyzji Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie. Jeśli bank przyzna kredyt budowa na pewno się rozpocznie.

    - Złożyliśmy wszystkie niezbędne dokumenty – wyjaśnia Danuta Pietroń, prezes słupskiego TBS. – Staramy się o 6,6 mln zł. To 70 proc. wartości budowy.
    Dwa nowe bloki mają powstać na osiedlu Westerplatte, przy ul. Franciszka Szafranka. W budynkach będą wybudowane 93 mieszkania (23 jednopokojowe o pow. 33-34 m kw., 56 o pow. 47-55 m kw. oraz 14 o pow. 57-63 m kw.) Prace mają rozpocząć się w lipcu, zakończone zostaną prawdopodobnie w październiku 2003 r.

    - Chętnych do zamieszkania w naszych blokach było więcej niż mieszkań – przyznaje Danuta Pietroń. – Największym zainteresowaniem cieszyły się kawalerki.
    Mieszkania w TBS-ach nie są tanie, ale można w nich zamieszkać nie posiadając dużej gotówki. Nie można ich kupić na własność. Są to lokale czynszowe z czynszem regulowanym, w skład którego wchodzą raty, jakie towarzystwo musi spłacać w ramach zaciągniętego kredytu.

    Średnia miesięczna opłata za mieszkanie o powierzchni 33 m kwadr., w której zamieszkuje jedna osoba wyniesie około 370 zł.
    - Przewidując takie opłaty zakładamy, że najemca musi miesięcznie zarobić co najmniej 1 200 zł – dodaje prezes. – Tylko wówczas mamy pewność, że stać go będzie na utrzymanie mieszkania.
    Rozpoczął się już nabór kandydatów, trwać będzie do 28 czerwca.
    Osoby starające się o mieszkanie w TBS – ach muszą spełniać pewne warunki. Przede wszystkim nie mogą posiadać tytułu prawnego do innego lokalu mieszkalnego w tej samej miejcowości. Muszą posiadać stałe źródło dochodów.

    TBS w Słupsku

    Słupskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego jest Spółką z o.o., w której 100 proc. udziałów posiada miasto. Towarzystwo rozpoczęło działalność 1 września 1997 roku. Od początku funkcję prezesa sprawuje Danuta Pietroń. Do dnia dzisiejszego TBS wybudowało w Słupsku sześć bloków przy ul. J. Fałata.

    Przyszli najemcy

    - osoby skierowane do zamieszkania przez Partycypującego w 20 proc. kosztów budowy mieszkania
    - najemcy zajmujący samodzielne lokale mieszkalne w zasobach komunalnych, którzy pozostawią wolne mieszkanie do dyspozycji Urzędu Miejskiego w Słupsku
    - osoby,które ubiegają się po raz kolejny o przydział mieszkania w TBS
    Bliższe informacje można uzyskać pod nr tel. 845 60 91

    Autor artykułu: JJ

    Ustka. Morze to dla nas wszystko, nic innego nie umiemy robić

    February 1st, 2002

    Południe w usteckim porcie jest spokojne. Na wodzie ociężale podskakują ściśnięte blisko siebie kutry i łodzie. Ruch na nich niewielki. Pomimo, że od kilku dni szaleje na Bałtyku sztorm, nie widać typowej dla przestoju krzątaniny. Rybacy nie “grzebią” w swoich jednostkach, nie naprawiają sieci, nie rozprawiają o ostatnich wyprawach. Wszystkim udzielił się grobowy nastrój spowodowany ogłoszeniem limitów połowowych ryb. Nawet chorągiewki smętniej łopoczą na wietrze.

    - Te limity nas dobijają – nie ukrywają rozgoryczenia rybacy. – Kiedyś byliśmy dumni z tego, że jesteśmy rybakami. To był sposób na życie. Teraz to nie jest nawet sposób na przeżycie. To nielekka praca, ale ciągnie nas do morza.
    Rybacy odławiają ryby od grudnia do czerwca. Zarobione w tym czasie pieniądze muszą im starczyć na resztę roku.
    Narzekają, że najpierw przestali w portach większą część grudnia z powodu sztormów, nie zdołali nadrobić jednak strat gdyż ryb jest mało. Teraz obcięto im limity połowu ryb o ponad 28 procent. Limit połowu dorsza to niewiele ponad 16 tys. ton, 38 tys. ton śledzi i 88 tys. ton szprot. Mówią, że to najniższy limit od ośmiu lat. Ostatni tak niski był w 1994 roku.

    – Te limity nas wykończą. W tym roku mamy koncesję na połów 21 ton netto dorsza (wypatroszonego). Porównując – kilka lat temu mogliśmy wyłowić ponad 30 ton – opowiada Jan Wieczerzak, rybak kutra Ust19. – Nie zdołamy przetrwać. Jeśli wyłowimy nasz limit to starczy to tylko na pokrycie kosztów niewielkich remontów jednostki, które i tak wykonujemy sami bo nie stać nas na fachowców. O większym remoncie nie ma co marzyć.
    Pan Jan boi się o przyszłość swojej pięcioosobowej rodziny.
    - Pracuję tylko ja i ucząca się jeszcze córka. Na razie udaje nam się związać koniec z końcem, ale nie wiem jak to będzie w przyszłości – dodaje.

    Na starym, przeżartym przez słoną wodę kutrze stoi Antoni Jasiński. Niedbale opiera się o zieloną burtę, spogląda na rozbijające się z hukiem o molo zimne fale Bałtyku.
    - Mój dziadek był rybakiem. Najpierw 10 lat pływał na kutrze teścia, dorobił się trochę i kupił własną, niewielką łajbę – opowiada. – Był do niej bardzo przywiązany, dlatego “została w rodzinie” aż się rozsypała. Ojciec był marynarzem, w młodości służył w marynarce. Potem kupił własny kuter. Na nim uczył mnie od dzieciństwa rybackiego fachu. Na nim zaszczepił we mnie niezmierną miłość do morza. Nigdy nie zrezygnuję z mojej miłości.

    Specjaliści jednak uparcie i nieubłaganie powtarzają jak niezbędne są limity i szeroka ochrona ryb.
    - Wydaliśmy w tym roku 110 koncesji dla kutrów i łodzi w regionie. Limity indywidualne są różne – tłumaczy Andrzej Krawczuk, okręgowy inspektor rybołówstwa morskiego w Słupsku – Dorsza jest w Bałtyku coraz mniej. Limity są niezbędne dla jego ochrony. Wydłużenie okresu ochronnego to za mało. Dlatego należy się liczyć z tym, że w przyszłych latach raczej nie wzrosną.

    Dla rybaków to hiobowe wieści. Twierdzą, że będą bankrutami.
    - Co ze sobą poczniemy? Morze to dla nas wszystko. Nic innego nie umiemy robić. Teraz mam iść pracować w lesie? Czy usiąść za biurkiem?

    Autor artykułu: aleksa